Dziennik Gazeta Prawana logo

Nieznani sprawcy straszą opozycję

29 czerwca 2018

Dla przeciętnego człowieka takie działania zupełnie nie mają sensu. Nie sposób powiedzieć przecież, że władze mają jakikolwiek interes w tym, żeby wywieźć opozycjonistę do lasu i tam zostawić. Tak samo, jak nie miały żadnego interesu w tym, aby mordować w 1999 i 2000 r. opozycyjnych polityków. Bardzo często przestępcy działają na motywach niezrozumiałych dla zwykłych ludzi. Jestem przekonany, że porwania są dziełem białoruskich służb specjalnych.

Wewnątrz władzy toczy się bój między ludźmi MSW i KGB. Między starą ekipą, która doszła do stanowisk przed dziesięcioma laty, a nowym pokoleniem, które skupiło się wokół Wiktara Łukaszenki (syn prezydenta, członek Rady Bezpieczeństwa - red.). Zarówno na czele KGB, straży granicznej, jak i nowo powstałej specsłużby - Centrum Operacyjno-Analitycznego - stoją ludzie młodzi, trzydziestokilkuletni, przyjaciele Wiktara Łukaszenki. Oni muszą udowodnić swoją wartość, skuteczność. Dowieść, że są w stanie wypełniać poważne zadania. Trzymać w szachu starszych, którzy wytykają ich palcami, twierdząc, że nic nie umieją. Porwania opozycjonistów mogą być swego rodzaju treningiem dla nowych kagebistów. Jestem przekonany, że w nadchodzącym, przedwyborczym roku będziemy świadkami nowej fali represji. Represje będą się nasilać właśnie po to, aby nikt z opozycjonistów ani obywateli Białorusi nie pomyślał, że władza słabnie.

Sytuacja jest taka: Łukaszenka prowadzi handel z Europą. Europa stawia konkretne warunki: brak więźniów politycznych, zmiany prawa wyborczego itp. Co więcej, jest kryzys, więc władza nie ma pieniędzy. Wśród opozycjonistów wywołuje to iluzję, że władza mięknie i odpuszcza. Reżim musi pokazać, że to błąd, że w każdej chwili może zaostrzyć kurs.

Tym ciekawsze jest to, że Szejman po cichu odzyskał część wpływów. Jest doradcą prezydenta, znów ma własną ochronę i gabinet. Poza tym nowi ludzie we władzy niekoniecznie różnią się od starych. Są tak samo radykalni, jak ich nauczyciele.

Starsi opozycjoniści nie są zdolni do działania, ich nie widać. Młodzież - wręcz przeciwnie. Dlatego zastrasza się właśnie młodych ludzi. I to przynosi rezultaty: w ciągu kilku ostatnich tygodni znów wzrosła liczba osób, które poprosiły o azyl zagranicą.

Taka wersja brzmi przyjemnie dla Polaków, ale ja ją odrzucam. Nie ma na Białorusi na tyle samodzielnych ludzi. Gdy tylko ktokolwiek z grona siłowików zaczyna przejawiać choćby odrobinę niezależności, natychmiast wylatuje niczym korek z butelki szampana.

@RY1@i02/2009/241/i02.2009.241.000.0010.001.jpg@RY2@

Milicja rewiduje ciężarówkę wypełnioną opozycyjnymi biuletynami

AP

W 1999 i 2000 r. na Białorusi doszło do kilku tajemniczych zaginięć i zabójstw polityków, biznesmenów i dziennikarzy kojarzonych z opozycją. Opozycja oskarżyła władze o organizowanie szwadronów śmierci, na których czele miał stać płk Dźmitry Pauliczenka. Wojskowego nawet na krótko aresztowano, lecz po osobistej interwencji Aleksandra Łukaszenki wypuszczono, zaś odpowiedzialny za wydanie rozkazu zatrzymania szef KGB Uładzimier Mackiewicz stracił stanowisko. Prokuratura do dziś nie wyjaśniła żadnego z porwań. Opozycja oskarża o nie władze, ale nie jest jasne, czy maczał w tym palce sam Łukaszenka. Jedna z teorii głosi, iż szwadrony śmierci organizowali przywódcy "grupy twardogłowych" w strukturach siłowych chcąc skompromitować prezydenta w oczach Zachodu, aby ten musiał postawić na sojusz z Moskwą. Łukaszenka zdymisjonował czołowych przedstawicieli twardogłowych w 2007 i 2008 r., gdy przygotowywał grunt pod zbliżenie z UE.

, białoruski publicysta na emigracji w Rosji, współpracownik zaginionego w 1999 r. w niewyjaśnionych okolicznościach dziennikarza Źmiciera Zawadzkiego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.