Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Kwaśniewski: Janukowycz nie będzie Putinem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Wiktor Juszczenko poniósł sromotną klęskę w pierwszej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie. To koniec pomarańczowej rewolucji?

JĘDRZEJ BIELECKI:

ALEKSANDER KWAŚNIEWSKI*:

To dotkliwa porażka pomarańczowych, do której politycy tego obozu konsekwentnie zmierzali. Myślę tu i o podziałach w tej grupie, i o osobistej walce Juszczenki z Tymoszenko, i o niespełnionych obietnicach prezydenta, i o braku konsekwencji w projektach politycznych, jak choćby integracji europejskiej.

Przetrwa. Pozostaną te standardy, które zostały pięć lat temu z bólem wywalczone. Trzeba uznać za wielkie zwycięstwo fakt, że wybory zostały zorganizowane na dobrym poziomie, 2/3 wyborców poszło do urn. Doświadczenie demokratyczne, które przyniosła pomarańczowa rewolucja, jest więc nieodwracalne. Choć potwierdziło się stare przysłowie: rewolucja pożarła swoje dzieci.

Jest on wyraźnym faworytem. Ale Tymoszenko jest politykiem, którego aż do ostatniej sekundy nie wolno niedoceniać. Przepływy elektoratów będą różne. Nie wierzę, aby Juszczenko czy Tihipko mogli w pełni panować nad swoimi zwolennikami. Oni raczej podzielą się w drugiej turze wyborów na tych, którzy poprą Tymoszenko, i tych, którzy oddadzą głos na Janukowycza.

Janukowycz to nie jest osobowość, która mogłaby być ukraińskim Łukaszenką czy Putinem. Nie chcą też tego ludzie, którzy są wokół niego. Oni rozumieją, że powrót do mieszanki radziecko-kapitalistycznej nie jest już możliwy. To nie znaczy, że Ukraińcy będą już bez przeszkód posuwali się do przodu. Będą zawirowania. Ale standardy wyborów i debaty politycznej pozostaną.

Polityka Zachodu powinna być bardziej dynamiczna i konsekwentna. Ale gdybyśmy mieli określić, kto najbardziej zawinił, nie ma wątpliwości: prezydent wybrany w 2004 r. w atmosferze euforycznej po pięciu latach dostaje 5 proc. poparcia. Musiał popełnić błąd zupełnie podstawowy. Przypomnę, że prezydent Wałęsa przegrał ze mną zaledwie o 900 tys. głosów i miał prawie 49 proc. poparcia.

Skoncentrowałbym się na budowaniu jedności obozu. Namawiałbym panią Tymoszenko, aby stanęła na jego czele, a nie zostawała premierem. Rozpisałbym natychmiast po wyborach prezydenckich wybory parlamentarne i poszedł do nich z koalicją pomarańczową, która mogłaby uzyskać wyrazistą większość. To pozwoliłoby zrealizować choć część obietnic, które zostały złożone ponad miarę. Juszczenko od początku nie skonsolidował obozu, nie rozdzielił ról, które liderzy tej rewolucji powinni odgrywać, i nie troszczył się o to. Wszedł w konflikt z różnymi środowiskami, włącznie ze swoją partią. Ukraińcy nie zrozumieli, że mieli swoje historyczne pięć minut, kiedy drzwi do gabinetów na świecie były dla nich otwarte.

Być może. Mogli też brać udział w zaawansowanych rozmowach z Unią. A przede wszystkim mogli być traktowani jako poważny partner. Polski przykład powinien być dla nich inspirujący. My swoje pięć minut wykorzystaliśmy w sprawach strategicznych znakomicie.

Nie, Janukowycz jako prezydent nie oznacza katastrofy. Pewne procesy na Ukrainie są nieodwracalne.

Ukraina jest strategicznym elementem polityki rosyjskiej. Szczególnie u tych polityków, którzy marzą o odbudowaniu stref wpływów. O ile Rosja dysponuje silnymi instrumentami: tradycją, językiem, obecnością swoich mediów, gazem i związkami gospodarczymi, to suwerenność i podmiotowość Ukrainy są silniejsze dzisiaj niż 5 czy 10 lat temu. Trywializując, największy biznesmen ukraiński woli takim pozostać, niż być numerem 101 w Rosji.

Testem dla Janukowycza będą dwie sprawy. Po pierwsze, czy przedłuży możliwość stacjonowania rosyjskiej floty w Sewastopolu. Po drugie, czy będzie wspierał uczynienie z rosyjskiego drugiego oficjalnego języka Ukrainy. Jeśli tak, to większość rosyjskojęzycznej Ukrainy nie będzie miała motywacji do nauki ukraińskiego. To może być cios dla aspiracji niepodległościowych.

Nie powinna się zmienić. Nadal jest szansa, by Ukraina wzmacniała swoją suwerenność i związki z Europą. Zmian ekip w Kijowie będzie jeszcze wiele. Bo przecież integracja Ukrainy z Europą nie zakończy się ani za tej kadencji, ani za trzech następnych. Polska ma zresztą obowiązek współpracy z demokratycznie wybranymi.

@RY1@i02/2010/013/i02.2010.013.000.013a.001.jpg@RY2@

Aleksander Kwaśniewski

Fot. Marcin Kaliński

, prezydent Polski w latach 1995 - 2005. Podczas pomarańczowej rewolucji został poproszony przez Leonida Kuczmę o mediację w rozmowach między Wiktorem Juszczenką a Wiktorem Janukowyczem

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.