Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Za dużo imigrantów? Sarkozy złamał tabu

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Francja ma za dużo imigrantów. Jeśli ich ubędzie, wszystkim to wyjdzie na zdrowie - taka deklaracja nie zwróciłaby już niczyjej uwagi, bo często jest powtarzana nad Sekwaną. Ale tym razem padła z ust urzędującego prezydenta. Do tej pory monopol na obarczanie cudzoziemców winą za kryzys miała skrajna prawica. Teraz na tym chwytliwym haśle karierę chce zrobić przywódca jednego z dwóch najważniejszych krajów Unii Europejskiej. Tabu zostało złamane.

Nicolas Sarkozy jest w trudnej sytuacji. Na sześć tygodni przed wyborami prezydenckimi sondaże dają mu 45 proc. w drugiej turze. Musiałby się zdarzyć cud, by następnym lokatorem Pałacu Elizejskiego nie został socjalista Francois Hollande. Jednym z powodów kłopotów Sarkozyego jest nieufność, jaką darzą go Francuzi gotowi głosować w pierwszej turze na skrajnie prawicowy Front Narodowy. Na ugrupowanie to swoje głosy chce oddać jedna piąta wyborców. Ale zaledwie co trzeci z nich w drugiej turze wybrałby urzędującego prezydenta. Pozostali wolą już Hollandea.

Sarkozy próbuje więc podlizać się elektoratowi FN na jego ulubionym gruncie. Proponuje zmniejszenie z 200 do 100 tys. liczby imigrantów, którym co roku wolno osiedlić się we Francji. Chce też ograniczyć im możliwość korzystania z subwencji socjalnych i państwowych emerytur. To igranie z ogniem. Francja jest krajem, w którym mieszka prawie 7 mln muzułmanów nie dlatego, że nielegalnie sforsowali granice, tylko dlatego że ich rodzice i dziadkowie byli francuskimi obywatelami, gdy istniało imperium kolonialne. Jeszcze w latach 70. XX w. Paryż na dużą skalę ściągał do pracy w zakładach przemysłowych Algierczyków, Tunezyjczyków czy Marokańczyków, bo rdzenni Francuzi nie chcieli stanąć przy taśmie. Problem z integracją tej ludności pojawił się wraz z kryzysem naftowym w 1979 r., po którym Francja już nigdy nie powróciła na drogę szybkiego tempa wzrostu i niskiego bezrobocia.

Dziś Sarkozy próbuje znaleźć rozwiązania na skróty. Zamiast przeprowadzać bolesne, ale konieczne reformy strukturalne, stara się przekonać Francuzów, że to obcy są wszystkiemu winni. To droga donikąd. Francja nie uniknie zaciskania pasa. Tyle że po deklaracjach Sarkozyego jeszcze trudniej będzie przekonać Francuzów do niezbędnych reform. Coraz trudniej będzie też przekonywać nadal świat, że wypracowane przez francuską cywilizację wartości wciąż mogą być wzorem dla innych.

Jędrzej Bielecki

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.