Zakrzyczeć demokrację
O tym, że demokracja coraz bardziej traci na popularności, do głosu i władzy dochodzą liderzy wyznający zasadę silnej ręki. I chyba trzeba się będzie do nich przyzwyczaić
Zeszłego lata Viktor Orbán postanowił zaszokować adwersarzy. - Globalny kryzys finansowy z 2008 r. pokazał nam, że liberalne państwa demokratyczne nie są w stanie pozostać konkurencyjne w skali globalnej - rzucił szef węgierskiego rządu. - Naród węgierski nie jest zwykłym tłumem jednostek, lecz wspólnotą, którą trzeba zorganizować, wzmacniać i budować - przekonywał, dorzucając, że w miejsce demokracji liberalnej należałoby raczej wybudować "demokratyczne państwo nieliberalne". Wzorce? Rosja. Turcja. Chiny. - Żadne z nich nie jest liberalne, a niektóre nie są nawet demokracjami - podsumował.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.