Pięć lat walk, setki tysięcy ofiar
Kraj jest w ruinie. Nawet jeśli trwające od kilkunastu dni kruche zawieszenie broni doprowadzi do trwałego pokoju, jego odbudowa zbierze mnóstwo czasu
Gdy 15 marca 2011 r. zainspirowani arabską wiosną demonstranci wyszli na ulice syryjskich miast, by domagać się demokratycznych reform i uwolnienia więźniów politycznych, nikt nie przypuszczał, że właśnie zaczyna się prawdopodobnie najbardziej krwawy konflikt na świecie od początku tego stulecia. W krajach, gdzie wcześniej zaczęły się antyrządowe protesty, albo doszło do w miarę szybkiego obalenia dotychczasowych reżimów (np. w Tunezji czy Egipcie), albo do ich zatrzymania za pomocą pewnych ustępstw politycznych (Bahrajn, Jordania czy Maroko). Syryjski prezydent Baszar al-Asad nie zamierzał jednak ani oddawać władzy, ani wprowadzać reform, tylko zdecydował się na konfrontację z demonstrantami. Ci w odpowiedzi zaczęli żądać już nie tylko reform politycznych, ale z czasem też ustąpienia Asada. Protesty przekształciły się w regularną wojnę domową, którą dodatkowo skomplikowały głębokie podziały wewnątrz syryjskiej opozycji oraz ekspansja dżihadystów z Państwa Islamskiego, a w zeszłym roku także włączenie się do walk Rosji.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.