Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Najsłabsze ogniwo w walce z dżihadem

29 czerwca 2018

450 Belgijczyków walczy w szeregach Państwa Islamskiego

To, że kolejną ofiarą zamachu terrorystycznego padła Belgia, nie jest zaskoczeniem, bo kraj ten od dłuższego czasu ma problem z dżihadystami. Zdziwienie może budzić najwyżej to, że nie doszło do tego wcześniej. Poważne zaniepokojenie zaś - że atak przeprowadzono zaledwie cztery dni po zatrzymaniu w Brukseli głównego podejrzanego o zorganizowanie listopadowych zamachów w Paryżu.

- Dzisiejszy dzień jest wielkim sukcesem w walce z terroryzmem - mówił w piątek wieczorem premier Belgii Charles Michel, po tym, jak zostało potwierdzone, że aresztowanym mężczyzną jest Salah Abdeslam. Wprawdzie dwa dni później dodawał, że walka z islamskimi radykałami nie skończyła się wraz z jego schwytaniem, ale zapewne nikt się nie spodziewał tak szybkiej odpowiedzi z ich strony. Na razie nie wiadomo, czy wczorajsze zamachy były przygotowywane wcześniej, czy aresztowanie Abdeslama wpłynęło na termin ich przeprowadzenia, lecz tak czy inaczej efekt propagandowy został osiągnięty. A przy okazji jeszcze raz się potwierdziło, że Belgia jest jednym z najsłabszych ogniw w walce z terroryzmem.

To, co premier Michel określił wielkim sukcesem, w rzeczywistości nie zasługuje na takie miano. To, że najbardziej poszukiwany terrorysta w Europie przez ponad cztery miesiące się ukrywał w brukselskiej dzielnicy Molenbeek, w której mieszkał, a policja wpadła na jego trop przez przypadek, jest raczej dowodem słabości belgijskich służb niż ich profesjonalizmu. Ta jest pokłosiem wszystkich chorób tego kraju.

Eksperci zajmujący się walką z terroryzmem zwracają uwagę, że w podzielonej językowo i kulturowo Belgii działania policji czy służb specjalnych są z kilku powodów mniej skuteczne niż np. we Francji. Skoro w Belgii francusko- i niderlandzkojęzyczni policjanci czasem nie mogą się porozumieć między sobą, nic dziwnego, że tym bardziej mają problem z działaniem w środowisku arabskojęzycznym. We Francji, która prowadzi politykę asymilacji, nawet dla potomków imigrantów francuski jest pierwszym językiem, natomiast w Belgii funkcjonowanie bez znajomości francuskiego lub niderlandzkiego jest łatwiejsze.

Z tym z kolei wiążą się problemy z tożsamością. Skoro nawet we Francji - uznającej, że Francuzami są wszyscy mający obywatelstwo, i wpajającej od dziecka republikańskie wartości - potomkowie imigrantów z Afryki Północnej nie czują żadnego związku z tym krajem, tym bardziej widać to w Belgii. Sami rdzenni Belgowie w coraz większym stopniu określają się jako Flamandowie czy Walonowie, a potomkowie imigrantów z krajów arabskich, z Turcji czy Afryki - którzy stanowią ok. 10 proc. całej populacji - nie są ani jednymi, ani drugimi. A ponieważ na ten problem z samookreśleniem nakłada się też sprawa braku pracy, nic dziwnego, że towarzyszy im poczucie osób drugiej kategorii, nikomu niepotrzebnych.

To z kolei wykorzystują werbownicy z Państwa Islamskiego i innych organizacji dżihadystycznych, którzy oferują im obietnicę sensu w życiu. Nie jest przypadkiem, że odsetek tych, którzy wyjechali walczyć do Syrii i Iraku, w stosunku do liczby ludności jest w Belgii wyższy niż w jakimkolwiek innym państwie Unii Europejskiej. Jak się szacuje, od 2012 r. szeregi Państwa Islamskiego zasiliło ok. 450 obywateli Belgii, co oznacza 41 osób na milion mieszkańców - dla porównania we Francji, skąd pochodzi najwięcej europejskich dżihadystów, ten odsetek nie przekracza 20.

Zresztą belgijskie związki z radykalnym islamem mają znacznie dłuższą historię niż ostatnie trzy lata. Zabójcy słynnego afgańskiego dowódcy i polityka Ahmada Szaha Masuda w 2001 r. posługiwali się belgijskimi paszportami i przed wyjazdem do Afganistanu przebywali w brukselskiej dzielnicy Molenbeek. Belgijska komórka terrorystyczna odegrała istotną rolę w organizacji zamachu terrorystycznego w Madrycie w 2004 r., Belgijka Muriel Degauque zaś, która przeszła na islam, była w 2005 r. sprawczynią pierwszego znanego zamachu samobójczego przeprowadzonego przez rdzenną Europejkę.

Tym, co utrudnia walkę z radykalnym islamem w Belgii, jest także zbyt skomplikowany ustrój kraju. Oprócz rządu i parlamentu federalnego istnieje jeszcze kilka innych szczebli władzy - trzy wspólnoty językowe, trzy regiony, które dodatkowo dzielą się na dziesięć prowincji. To wszystko powoduje, że odpowiedzialność za wiele spraw - w tym za bezpieczeństwo - rozmywa się, kompetencje się pokrywają, a mnogość stanowisk powoduje, że nie zawsze są one obsadzone właściwymi ludźmi. Nie ułatwia sprawy również system partyjny, praktycznie oddzielny dla części flamandzkiej i walońskiej, którego efektem jest rozdrobniony parlament i zazwyczaj wielomiesięczne negocjacje w sprawie utworzenia rządu. Konieczność szukania daleko idących kompromisów powoduje, że kultura politycznej poprawności i unikania kontrowersji jest jeszcze głębiej zakorzeniona niż w innych krajach Europy Zachodniej.

Konsekwencją takiego podejścia jest m.in. to, że policja czy władze w mniejszym stopniu niż np. we Francji czy Wielkiej Brytanii próbują powstrzymać potencjalnych dżihadystów przed wyjazdem z kraju, uznając, że w ten sposób pozbywają się problemu. Wczorajsze zamachy pokazały jednak, że się nie pozbyły i jest on większy niż polityczny establishment chce przyznać.

@RY1@i02/2016/057/i02.2016.057.00000020a.803.jpg@RY2@

Policja i służby są mniej skuteczne niż w innych krajach UE

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.