Żółtodzioby w Waszyngtonie
Pracę zaczyna nowy amerykański rząd. To pierwszy w historii gabinet złożony z samych krezusów. Pierwszy tak słabo doświadczony w polityce. I pierwszy, którego kilku znaczących członków ma poglądy kompletnie sprzeczne z głową państwa
To nie tak, że do tej pory w Ameryce nie było u władzy milionerów. Dziedzicami wielkich fortun byli i John F. Kennedy, i obydwaj Rooseveltowie, do najbiedniejszych nie należy rodzina Bushów. Penny Pritzker, minister handlu w gabinecie Obamy, jest dziedziczką sieci luksusowych hoteli wartej 2,4 mld dol. Były już szef dyplomacji John Kerry ma 200 mln, w zasadzie wyłącznie dzięki małżeństwu z bogatą wdową Theresą Heinz, tą od keczupów i musztard używanych w każdym fast foodzie. Jednak nigdy w rządzie nie było jeszcze tylu bogaczy. Są w nim czterej miliarderzy (wraz z prezydentem) i kilkunastu multimilionerów. Najbiedniejszy jest wiceprezydent Mike Pence. Pracując całe życie w polityce, dorobił się 800 tys. dol. Jego żona Karen na stronie internetowej z dumą reklamuje się, że chałupniczo produkuje fikuśne haczyki na ręczniki.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.