Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Janosikowe pomaga, a nawet szkodzi

29 czerwca 2018

Ponad 400 mln zł mogą stracić biedniejsze gminy na zmianie ustawy. Ale pozostanie przy obecnym systemie grozi kłopotami finansowymi zamożniejszych samorządów - ostrzegają eksperci. Sytuacja jest patowa

Zamożni pomagają utrzymać biedniejszych - tak w największych skrócie można opisać funkcjonowanie tzw. janosikowego, czyli pieniędzy, jakie bogate samorządy muszą co roku przekazywać mniej zamożnym jednostkom. Tylko najbiedniejsze gminy mają w tym roku otrzymać z tego tytułu 651 mln zł. Ale w przyszłości ten zastrzyk gotówki może być znacznie mniejszy - sejmowa komisja ds. samorządu terytorialnego pracuje równolegle nad dwoma projektami przepisów (obywatelskim i poselskim) znacznie ograniczającymi wysokość janosikowego. - To nas pogrąży. Odbije się na oświacie i inwestycjach w infrastrukturę - straszą przedstawiciele biednych. - Mamy mnóstwo własnych problemów, nie stać nas na finansowanie problemów innych - ripostują bogatsi.

Związek Gmin Wiejskich RP dokonał wyliczeń, z których wynika, że po wprowadzeniu zmian w przepisach wpłaty dokonywane przez 110 najbogatszych gmin i miast na rzecz tych najbiedniejszych spadną drastycznie - do zaledwie 237 - 260 mln zł. - W skrajnym przypadku możemy mówić o utracie dwóch trzecich wpływów z tej części subwencji - twierdzą eksperci ZGW RP. I przypominają, że poselski projekt zmian w janosikowym opiera się na zamianie algorytmu wyliczania dopłat tak, aby nie przekraczały one 30 proc. dochodów "ofiarodawcy".

Zmiany szczególnie boleśnie odczuć mogą ubogie samorządy ze ściany wschodniej. - Wydatki na oświatę wyniosły w zeszłym roku aż 7 mln zł, z czego 5 mln zł pochodziło z subwencji oświatowej. Brakujące 2 mln zł musieliśmy wyłożyć z własnej kieszeni, w czym pomogło nam m.in. janosikowe - tłumaczy Lidia Mazur, skarbnik Józefowa nad Wisłą w woj. lubelskim. W ubiegłym roku gmina dostała z tego tytułu ponad 227 tys. zł, a w tym liczy na 100 tys. zł więcej.

Zdaniem Lidii Mazur zarówno Józefów nad Wisłą, jak i inne gminy wspomagane dotacjami od bogatszych po zmianie przepisów znajdą się w poważnych tarapatach. - Odbije się to nie tylko na oświacie, lecz także na inwestycjach, np. na remontach dróg czy funduszach sołeckich, z których mieszkańcy mogą zdobywać środki np. na budowę placów zabaw czy chodników - wymienia skarbnik z Józefowa.

Ale rzeczowych argumentów w walce o janosikowe używają także bogaci, którym konieczność wypłacania pieniędzy uboższym coraz bardziej daje się we znaki. Warszawa w tym roku na część gminną janosikowego ma wpłacić prawie 320 mln zł, a "rachunek" za janosikowe dla całego woj. mazowieckiego opiewa na 659 mln zł - urząd marszałkowski musi zaciągać na ten cel kredyt.

Problem w coraz większym stopniu dotyczy również niewielkich acz zamożnych gmin. - Rocznie na dopłaty muszę przekazać 200 tys. zł. Przy budżecie na poziomie 17 mln zł jest to dla gminy spory wysiłek - mówi Tomasz Bystroński, wójt Nowosolnej w woj. łódzkim.

Zdaniem niezależnych ekspertów rzeczywisty problem janosikowego nie sprowadza się do jego wysokości, lecz do tego, jak funkcjonuje cały system. - W Polsce nadal nie nastąpiła decentralizacja finansów publicznych. Mamy za to dekoncentrację, w której gminy otrzymują zadania własne, ale muszą prosić rząd o dodatkowe pieniądze na nie - mówi dr Grzegorz Szczodrowski, ekspert od finansów publicznych Instytutu Sobieskiego. - Gdyby była prawdziwa decentralizacja, janosikowe nie byłoby potrzebne - dodaje. Choć jednocześnie nie ma złudzeń, że pieniądze do biedniejszych gmin i tak będą spływać innymi kanałami. Niekoniecznie pod szyldem janosikowego.

Bogatsze gminy biorą kredyty, aby dać wsparcie tym biedniejszym

W Niemczech mówią na to Solidarpakt

Debata o zasadności janosikowego trwa także w Niemczech. Samorządy z zachodniej części kraju lobbują za zniesieniem podatku solidarnościowego, poprzez który finansowany jest rozwój ośrodków w byłej NRD. Po kryzysie finanse wielu miast na wschodzie są w lepszym stanie niż na zachodzie.

Na czele frondy stanęły zadłużone, biedniejące miasta z Zagłębia Ruhry, takie jak Dortmund i Oberhausen.

Rocznie miasta i gminy z zachodu dopłacają do dawnej NRD 10 mld euro. Niemieckie janosikowe to element paktu solidarnościowego, który zaczął obowiązywać w 1995 r., a w 2004 r. został przedłużony na kolejne 15 lat. - System jest absurdalny. Dla nas pakt nie skończy się w 2019 r., ponieważ przez kolejne dekady będziemy spłacać zaciągnięte w tym celu długi - mówi rozgłośni Deutsche Welle Joerg Stuedemann z dortmundzkiego ratusza. - Musimy przedyskutować kwestię budżetów miast i gmin, bo dziś nie stać nas na bieżącą naprawę ulic - dodaje.

Tymczasem pieniądze z Solidarpakt idą właśnie na rozbudowę infrastruktury na wschodzie, co doprowadziło do paradoksalnej sytuacji, że autostrady na terenie nowych landów są często w znacznie lepszym stanie niż nieremontowane od lat drogi po drugiej stronie Renu. Pakt wpędził niektóre samorządy w poważne kłopoty finansowe. Dług Dortmundu urósł już do 2 mld euro, miasto powoli się wyludnia, a dezindustrializacja wpędziła w bezrobocie niemal 20 proc. populacji.

Dawna linia podziału na bogaty zachód i biedny wschód powoli ustępuje podziałowi na biedniejącą północ i bogacące się południe. Niemcy nazwali nową linię Weisswurstaequator równikiem białej kiełbasy, popularnej na południu, za to praktycznie nieznanej na północy. Linia do tej pory symbolicznie dzieliła Niemcy także religijnie (katolicy i protestanci), językowo (dialekty dolno- i górnoniemieckie) czy historycznie (dawne Prusy kontra reszta kraju). Teraz doszedł czynnik ekonomiczny. W czołówce najszybciej rozwijających się miast połowa to ośrodki ze wschodu, m.in. Stralsund i Frankfurt nad Odrą. Kolejne cztery to miasta w Bawarii. Jedynym przedstawicielem północy w top 10 jest dziewiąte na liście Bremerhaven.

Najszybciej rozwija się południowa część byłej NRD. Gdy Zagłębie Ruhry popada w spiralę zadłużenia, położona w Turyngii Jena planuje całkowitą spłatę swoich długów do 2025 r. - Solidarpakt jest nam niepotrzebny. Wystarczą nam podatki zbierane dzięki licznym średniej wielkości firmom i skupieniu się na nauce i innowacjach po utworzeniu Uniwersytetu Fryderyka Schillera - mówi miejski skarbnik Goetz Blankenburg. Taka opinia to jednak wyjątek - Ossis, obywatele dawnej NRD, myślą raczej o obronie łatwych pieniędzy. - Średni poziom bezrobocia jest u nas niemal dwukrotnie wyższy niż na zachodzie kraju, a potencjał podatkowy wynosi 55 proc. poziomu starych landów - zauważył premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Reiner Haseloff w rozmowie z niemieckim radiem publicznym.

Michał Potocki

@RY1@i02/2012/062/i02.2012.062.00000050b.803.jpg@RY2@

Kto musi płacić janosikowe?

Tomasz Żółciak

tomasz.zolciak@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.