Krytycznie o wodnych planach resortu środowiska
SAMORZĄD Przepisy określają, co należy uwzględnić, licząc stawkę dla mieszkańców. Co więc PiS chce regulować?
Przedstawiciele spółek wodociągowych nie chcą oficjalnie komentować rządowych planów. W nieoficjalnych rozmowach twierdzą, że określenie stawek maksymalnych jest wręcz niemożliwe. - Wpływ na cenę wody ma choćby to, czy pobieramy głębinową, czy powierzchniową oraz czy istnieje konieczność jej uzdatniania - mówi przedstawiciel jednej z firm wodociągowych. Wskazuje też, że zgodnie z przepisami dana stawka za wodę nie może być utrzymywana przez dwa lata z rzędu. - Spółka wodociągowa, chcąc nie chcąc, i tak musi w którymś momencie zaproponować inną stawkę - dodaje kolejny rozmówca z branży.
W podobnym tonie wypowiada się duża część samorządowców. - Jeżeli przepisy prawa dość szczegółowo określają algorytm wyliczania stawek i jest to bezpośrednio związane z kosztami realizacji danej usługi, to co ma sprawdzać ten zewnętrzny regulator? - pyta Grzegorz Kubalski z ZPP. Jego zdaniem powołanie nadrzędnej instytucji do ustalania górnych stawek może prowadzić do dwóch scenariuszy. - Zgodnie z pierwszym stawki maksymalne będą powyżej wyliczonych kosztów, które oszacowała firma wodno-kanalizacyjna. Wówczas działanie regulatora nic nie daje lub stanowi akceptację podwyżek. Zgodnie z drugim scenariuszem wymyślona cena maksymalna okaże się niższa niż ta ekonomiczna. Wówczas regulator będzie wymuszał na poszczególnych jednostkach dopłacanie do wody dostarczanej mieszkańcom - twierdzi Grzegorz Kubalski.
Ale dla niektórych włodarzy kusząca jest wizja uniknięcia konfliktów ze spółkami o taryfy na kolejny rok. Bywa, że sprawy znajdują finał w sądzie lub dochodzi do sytuacji kuriozalnych, jak w Olkuszu. W grudniu 2015 r. radni uznali, że od obecnych stawek za wodę i ścieki mieszkańcy dostaną upust (0,25 zł netto dla 1 m sześc. wody i 2,49 zł za ścieki). To oznaczało, że gmina musiała dopłacić 3 mln zł - oczywiście z publicznej kasy. Na 2017 r. spółka wodociągowa zapowiedziała kolejne podwyżki. Aby mieszkańcy nie odczuli podwyżek, dopłata ze strony gminy będzie musiała wynieść już 5 mln zł.
Odgórne ustalanie maksymalnych stawek, chroniących mieszkańców przed nieuzasadnionymi podwyżkami, ma być kolejnym etapem "wodnej rewolucji" zainicjowanej przez rząd. Wcześniej resort środowiska zamierza wdrożyć nowe prawo wodne, którego skutki odczują głównie branża energetyczna i sektor rolniczy (likwidacja zwolnień za korzystanie z wód), co z czasem przełoży się na wzrost kosztów życia (rząd szacuje je na niecałe 30 zł rocznie na głowę mieszkańca, co wynika także z planowanych opłat za odprowadzanie deszczówki na terenach miejskich - pisaliśmy o tym we wczorajszym wywiadzie DGP z wiceministrem Gajdą). Kwestia regulacji cen wody w naszych kranach dotyczy już nie prawa wodnego, lecz ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Być może więc próba uchronienia mieszkańców przed podwyżkami ma złagodzić efekt podwyżek wynikających z nowego prawa wodnego.
Tomasz Żółciak
@tzolciak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu