Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielkie polowanie na e-piratów

26 czerwca 2018

Na internautów wrzucających do sieci pliki muzyczne padł blady strach. Polski oddział jednego z francuskich wydawnictw muzycznych rozpoczął krucjatę przeciwko łamaniu praw autorskich.

Już blisko dwieście osób dostało od tej firmy wezwania do zapłaty od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy złotych za ściąganie plików muzycznych z popularnych portali.

"Zostało już przygotowane zawiadomienie do Prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa z wnioskiem o zabezpieczenie i pozew cywilny o wydanie nakazu zapłaty. Skierowanie sprawy na drogę urzędową narazi Ciebie na poniesienie kosztów postępowań oraz odpowiedzialność karną. Jesteśmy jednak gotowi do polubownego załatwienia sporu. Brak reakcji w terminie do 3 dni od momentu otrzymania niniejszego pisma będzie skutkował wystąpieniem przeciwko Tobie na drogę urzędową" - takie pismo w połowie czerwca dostał 26-letni Jakub (imię zostało zmienione). Nadawcą był dział kontroli nadużyć Hapro Media Polska Sp. z o.o. Jak się okazało, przestępstwem Jakuba było wrzucenie do internetu albumu Katie Meluy "The House", a polubownym załatwieniem sporu - propozycja zapłaty tysiąca złotych. - Nazwano mnie piratem, dlatego że umieściłem jeden album artystki składający się z 12 piosenek, który pobrała jedna osoba, i to tylko siedem piosenek - denerwuje się mężczyzna. Nie jest w tym odosobniony. Podobne pisma dostało już kilkaset osób w Polsce.

Hapro Media od początku czerwca ściga internautów, którzy nielegalnie udostępniają pliki muzyczne. Twierdzi, że podobne pisma wysłano do ponad dwustu osób. Na celownik trafili głównie użytkownicy portalu Chomikuj.pl, który w założeniu ma służyć jako zapasowy dysk w sieci. Można go też udostępnić znajomym. Wśród 250 mln plików znajdują się miliony plików muzycznych, filmów i kopii książek. Nie wszystkie oczywiście są pirackimi kopiami. Jednak, jak przyznaje sam portal, po wnioskach od przeróżnych wydawnictw i autorów zablokowano do tej pory już ponad 6 mln takich nielegalnych utworów. Do tej pory jednak nikt nie zdecydował się ścigać wrzucających je na masową skalę. Internauci postępowanie Hapro Media nazywają szantażem, wyłudzaniem danych osobowych i pieniędzy. - Żaden użytkownik, który w sposób bezprawny zamieszcza muzykę w sieci, nie może czuć się bezkarnie - tłumaczy Jakub Majoch z Hapro Media. Dodaje, że jego firma postanowiła skutecznie ukrócić ten proceder, bo nie może być tak, że dosłownie godzinę po premierze płyty jest ona dostępna za darmo do nielegalnego ściągnięcia w internecie. Majoch tłumaczy, że w ściganiu piratów zastosowano mechanizm stosowany przez Hapro Media od kilku lat we Francji.

Najpierw namierza się nielegalnie udostępniony plik. Potem wysyła wniosek do administratora serwisu o jego zablokowanie i udostępnienie danych użytkownika, który go wrzucił. - Zgodnie z obowiązującym prawem musieliśmy wydać te dane - mówi Piotr Hałasiewicz z portalu Chomikuj.pl. Dodaje, że były to jedynie adresy e-mailowe i IP internautów. To jednak wydawnictwu wystarczyło, by wysyłać do nich wezwania do ugody. - Mniej więcej połowa internautów odpowiada na nie bardzo szybko. Czują się po prostu winni i decydują się na ugodę z nami - opowiada Majoch. Dodaje, że gdy to nie wystarcza, firma działa dalej. - Mając IP, zwracamy się do providerów internetowych o ujawnienie pełnych danych internautów, szukamy wszelkich informacji na ich temat. Udało nam się w ten sposób zlokalizować jakieś 95 proc. piratów - zapewnia Majoch. W przypadku kilku szczególnie opornych firma zdecydowała się już złożyć doniesienie do prokuratury.

Wydawać by się mogło, że oto odkryto fenomenalny sposób na walkę z piratami w sieci. Ale działania Hapro Media budzą wśród ekspertów konsternację. - Karygodnym złamaniem etyki prawniczej jest straszenie w piśmie wzywającym do ugody prokuraturą - mówi dr Wojciech Machała, specjalista ds. prawa autorskiego. - Jeszcze większy błąd popełnili administratorzy, udostępniając dane użytkowników - dodaje Olgierd Rudak, ekspert ds. prawa autorskiego i internetu. Dodaje, że owszem mają taki obowiązek, ale jedynie na wniosek organów ścigania lub właścicieli całościowych majątkowych praw autorskich. A Hapro Media takie prawa ma tylko w przypadku dwóch wydanych przez siebie albumów: "Starszych panów" Macieja Maleńczuka i Pawła Kukiza oraz "Demakijażu" Marii Sadowskiej. Do kolejnych kilku dzieł podpisała tylko umowy o prawie dochodzenia roszczeń z tytułu naruszeń majątkowych praw autorskich. - A to za mało, by dostać dane łamiących te prawa - mówi Rudak.

@RY1@i02/2010/124/i02.2010.124.000.005a.001.jpg@RY2@

Skala piractwa na świecie i w Polsce

Sylwia Czubkowska

sylwia.czubkowska@infor.pl

współpraca Robert Zieliński, Barbara Sowa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.