Szkoła to (nie) miejsce na poglądy. Ale kara dyscyplinarna to zbyt wiele
W ostatnich tygodniach w światku nauczycielskim zawrzało. A to za sprawą Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, tzw. czarnego protestu, w który postanowiło włączyć się dziesięć nauczycielek z Zabrza. Powód wrzawy? Kobiety zostały wezwane przed komisję dyscyplinarną pod zarzutem złamania zasad pragmatyki zawodowej. Postanowiły bowiem w dniu czarnego protestu przyjść do szkoły, w której uczą, ubrane na czarno. To zaś nie spodobało się jednemu z kolegów po fachu, który zawiadomił kuratorium oświaty. Na razie sprawy w stosunku do części z obwinionych zakończyły się nienałożeniem żadnych sankcji.
Sprawa dziesięciu kobiet zasługuje na specjalną uwagę. A to dlatego, że - jak przyznają eksperci - na kanwie tego przypadku objawia się problem ważenia wykluczających się niekiedy interesów: wolności nauczyciela do manifestowania oraz tego, że w szkole powinna obowiązywać światopoglądowa niezależność. Jednak, jak się okazuje, choć manifestacja światopoglądu przez nauczyciela może być niemile widziana przez dyrekcję, rodziców i uczniów, to sama w sobie nie powinna stanowić przesłanki do nałożenia kary dyscyplinarnej.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.