Dziennik Gazeta Prawana logo

W sądach wciąż wakaty , a sprawy się ślimaczą

5 września 2012

Procedura powołania sędziego trwa obecnie co najmniej 1,5 roku. To zdecydowanie za długo. Właśnie przygotowywane są zmiany przepisów, które mają ten proces przyśpieszyć

Sędziów sądów powszechnych powołuje prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Zanim jednak do tego dojdzie, kandydaci muszą przejść długą procedurę, w której udział bierze wiele podmiotów, począwszy od ministra sprawiedliwości, przez prezesów poszczególnych sądów, komendantów policji, a na zgromadzeniach ogólnych sędziów skończywszy. Co gorsza, ten proces uległ jeszcze wydłużeniu po wejściu w życie w zeszłym roku nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych (u.s.p.). Procedurę wydłużył m.in. skomplikowany proces opiniowania kandydatów. Po zmianach biorą w nim udział nowe organy. Dla przykładu sprawa może na dwóch różnych etapach trafiać dwa razy do tego samego organu - Krajowej Rady Sądownictwa.

Problemem jest także przepis, który pozwala na rozpoczęcie całej procedury dopiero w momencie, gdy w danym sądzie rzeczywiście zwolni się stanowisko. Tymczasem, jak wskazują sędziowie, gdyby proces mógł ruszyć już w chwili, gdy jest wiadomo, że dany sędzia odejdzie, zaoszczędzono by przynajmniej trzy miesiące. Nowelizacja wprowadziła jeszcze jeden szkodliwy przepis, który wydłuża całą procedurę powoływania przedstawicieli Temidy. Chodzi o artykuł u.s.p., zgodnie z którym to zgromadzenia sądów apelacyjnych podejmują decyzję co do kandydatów na sędziów sądów okręgowych. Środowisko od początku protestowało przeciwko wprowadzaniu tej zmiany.

Argumentem było, że zgromadzenia sędziów sądów apelacyjnych są zwoływane niezbyt często, co automatycznie wydłuża całą procedurę. I okazało się, że sędziowie mieli rację. Wejście w życie opisanych przepisów spowodowało, że obecnie proces obsadzania wolnego stanowiska trwa około 1,5 roku. A to zdecydowanie zbyt długo, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, z jakimi zaległościami borykają się sądy. Tymczasem, gdy stanowisko sędziowskie pozostaje nieobsadzone przez tak długi okres, sędziowie muszą wykonywać swoją pracę oraz tę, która leży odłogiem. Dlatego też środowisko z ulgą przyjęło deklarację resortu sprawiedliwości, że zmianie ulegną przepisy regulujące procedurę powołań. Przyśpieszyć proces ma m.in. likwidacja możliwości odwoływania się kandydatów od opinii wizytacyjnych. Taka opinia nie jest bowiem dla żadnego z podmiotów wiążąca, a mimo to, gdy zostanie złożone od niej odwołanie, zablokowane jest całe postępowanie.

@RY1@i02/2012/172/i02.2012.172.07000040g.101.jpg@RY2@

fot. Marek Matusiak

Bartłomiej Przymusiński, sędzia Sądu Rejonowego Poznań - Stare Miasto w Poznaniu, członek zarządu Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia"

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja, w której na obsadzenie zwolnionego etatu przez nowo powołanego sędziego trzeba czekać ponad rok, powoduje poważną dezorganizację w działalności sądu.

Moim zdaniem punktem wyjścia do dyskusji na temat obsadzania etatów sądowych powinna być odpowiedź na pytanie, czy formalności narzucone przez ustawodawcę w procesie powoływania sędziów mają czemuś służyć i czy właściwie spełniają swój cel? Powołanie na stanowisko sędziego jest aktem o doniosłym znaczeniu. Z chwilą otrzymania nominacji nabywa on władzę jurysdykcyjną na danym obszarze, jest nieusuwalny z urzędu, nie może być też zatrzymany ani pociągnięty do odpowiedzialności karnej bez zezwolenia właściwego sądu dyscyplinarnego. Z tym wszystkim wiąże się powierzenie w ręce sędziego odpowiedzialności za sprawy, które będzie rozpoznawał - obowiązek kierowania się w orzekaniu literą prawa i własnym sumieniem, orzekania według zakresu powierzonych mu zadań, co niejednokrotnie oznacza konieczność pracy nie tylko od poniedziałku do piątku. Wskazanie tych praw i obowiązków sędziego prowadzi do wniosku, że nie można mylić się w wyborze właściwego kandydata. Wybór na sędziego osoby, która nie udźwignie odpowiedzialności i swoim zachowaniem będzie rażąco naruszać przepisy prawa i uchybiać godności urzędu, rzuca cień na całe środowisko. Zły wybór obniża prestiż wymiaru sprawiedliwości, a z uwagi na konieczne gwarancje systemowe droga do usunięcia ze służby osoby postępującej nagannie jest długa.

Z proponowanych przez resort zmian skrócenie okresu, w którym prezes sądu musi zawiadomić ministra o zwolnionym stanowisku lub też wprowadzenie obowiązku uprzedzenia w sytuacji, w której wiadomo, że dany sędzia za kilka miesięcy przejdzie w stan spoczynku, zapewne nie wzbudzi kontrowersji wśród sędziów. Podobnie niesporne powinny być usprawnienia procesu publikacji obwieszczenia w dzienniku urzędowym czy elektroniczne doręczanie korespondencji przez Krajową Radę Sądownictwa - wszak nie dotykają one istoty wyboru.

Najwięcej kontrowersji mogą wzbudzić natomiast zmiany dotykające procesu opiniowania kandydatów na sędziów, który to proces dopiero co został na nowo ukształtowany nowelizacją prawa o ustroju sądów powszechnych. Nowelizacja ta weszła w życie 28 marca 2012 r. i w toku debaty nad nią w Sejmie broniło jej, jako "wybitnego" projektu bez skaz, właśnie Ministerstwo Sprawiedliwości, kierowane wówczas przez innego ministra, lecz ustami urzędników nadal pracujących w strukturach resortu. Powstają teraz pytania, czy w ramach zmian resort zaproponuje jakąś protezę, której będzie bronić niezależnie od jej wartości, czy konsultacje potraktuje jako akt czysto formalny, czy też rzeczywiście wysłucha głosu środowiska? Opinię Iustitii będziemy przedstawiać w nadziei na tę drugą ewentualność i rzeczywiście byłaby to chyba nowa jakość w funkcjonowaniu ministerstwa.

Długotrwałość procesu powoływania sędziów powoduje najwięcej zamieszania w sądach rejonowych, gdyż nie wypełnia się zwolnionego stanowiska tymczasową delegacją, choć teoretycznie byłoby to możliwe w przypadku uzyskania zgody sędziego wyższego sądu. Powoływanie sędziego sądu okręgowego lub apelacyjnego najczęściej jest poprzedzone delegacją do sądu wyższego, więc tu oczekiwanie na zakończenie procesu nominacyjnego nie powoduje aż tak poważnych perturbacji. Wypada w tym miejscu wspomnieć, że podział sędziów na trzy kategorie (rejonowych, okręgowych, apelacyjnych) i konieczność powoływania na każde kolejne stanowisko nie jest rozwiązaniem powszechnie stosowanym. Znane są systemy prawne, w których przejście do sądu wyższego nie oznacza konieczności nowego aktu powołania, gdyż może być to jedynie kwestia wewnętrznych decyzji środowiska sędziowskiego, tak jak obecnie przeniesienie sędziego z jednego wydziału do drugiego (np. przeniesienie sędziego z wydziału cywilnego do gospodarczego zmienia obszar jego władzy jurysdykcyjnej, gdyż wydziały gospodarcze obejmują swoją właściwością obszar kilku sądów). W obecnym systemie proces nominacyjny na sędziego sądu wyższego rzędu może być oceniany przez osoby z zewnątrz jako pozorny, skoro w sytuacji, w której dochodzi do rywalizacji o to samo stanowisko doświadczonego sędziego sądu niższego i np. adwokata, środowisko często wybiera sędziego. Z drugiej strony nie jest to zaskakujące, ponieważ wybór jest dokonywany między osobą sprawdzoną w orzekaniu a osobą z zewnątrz, która od razu - z pominięciem orzekania na pierwszej linii w sądzie rejonowym - aspiruje na stanowisko wyższe.

Być może wymianę sędziów między sądami różnych szczebli ułatwiłoby odejście od hierarchicznej struktury stanowisk sędziowskich, co więcej taki sposób postępowania podkreśliłby, jak ważna jest praca doświadczonego sędziego na pierwszej linii, czyli w sądzie rejonowym, oraz sądzie odwoławczym. Sprawa jest sporna, ale warta dyskusji w środowisku.

Jeżeli chodzi o pierwsze powołania, tj. na pierwsze stanowisko sędziowskie, to proces nominacyjny jest szalenie istotny przede wszystkim dlatego, że doszło do zlikwidowania asesury i nie utworzono w to miejsce żadnej nowej instytucji, chociaż z wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie SK 7/06 wcale nie wynika, aby niemożliwe było utworzenie stanowiska sędziego na próbę. Powoduje to, że już pierwsza nominacja jest nominacją pełną, bez ram czasowych, a więc droga do skorygowania błędnego wyboru wiedzie jedynie przez postępowanie dyscyplinarne. Jeżeliby miało nastąpić uproszczenie procesu nominacyjnego, to z uwagi na związane z tym zwiększone ryzyko błędnego wyboru, należałoby zastanowić się nad przywróceniem instytucji sędziego na próbę, który oczywiście nie mógłby być powoływany przez ministra sprawiedliwości, ale np. przez I prezesa Sądu Najwyższego. Wówczas to okres próby pozwalałby na pełną ocenę prawidłowości dokonanego wyboru i ewentualną ponowną ocenę takiej osoby przed udzieleniem jej pełnej nominacji. Moim zdaniem ten okres próby nie powinien być jednak tak wypaczony jak asesura, kiedy to asesorzy się ścigali, który załatwi więcej spraw. Osoby w okresie próby powinny orzekać przede wszystkim w składach kolegialnych, by można było ocenić ich nie na podstawie statystyk, lecz całokształtu postawy i cech charakteru.

Długotrwały proces powoływania sędziego na wakat powoduje przede wszystkim dezorganizację pracy w sądzie, co z kolei przekłada się na zatory w orzecznictwie

@RY1@i02/2012/172/i02.2012.172.07000040g.102.jpg@RY2@

fot. Wojciech Górski

Waldemar Żurek sędzia, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Wydłużenie procedury nominacyjnej sędziów spędza nam od jakiegoś czasu sen z powiek. Świadomość, że gdzieś tam, na pierwszej sądowej linii liczy się każdy, kto może wesprzeć w orzekaniu, a tu zafundowano nam czasochłonne procedury, po prostu złości. Krajowa Rada Sądownictwa właściwie od pierwszego spotkania z nowym ministrem sprawiedliwości apelowała, by zmienić tę sytuację.

Rada wskazała na dobrą, stosowaną w sądach administracyjnych, praktykę zasięgania opinii i monitorowania, kto i w jakim sądzie będzie odchodził na planowy stan spoczynku. W sądach powszechnych dotychczas panowała zasada, że procedurę można rozpocząć dopiero wtedy, gdy stanowisko sędziowskie zostanie zwolnione, a nie wtedy gdy już wiadomo wcześniej, że sędzia odejdzie w stan spoczynku. To trzeba zmienić, bo skrócenie procedury o każdy miesiąc, to więcej załatwionych spraw.

Od dawna podnoszono także, że nieracjonalne jest rozwiązanie, które przekazało kompetencję do podjęcia decyzji co do kandydatów na sędziów ze zgromadzeń sądów okręgowych zgromadzeniom apelacyjnym. Nie miało to merytorycznego uzasadnienia, a ponadto niewątpliwie spowodowało dodatkowe koszty, gdyż skutkowało oderwaniem sędziów od pracy. Część osób musi przecież dojechać do miasta siedziby sądu apelacyjnego. Zgromadzenia sędziów sądów apelacyjnych są zwoływane rzadziej. Prezesi często nie posiadają tak dużych sal, by przeprowadzić takie zgromadzenie. Generuje to więc dodatkowe logistyczne utrudnienia.

Cieszy więc propozycja zmian resortu sprawiedliwości. Pochwalić należy przede wszystkim plan zredukowania możliwości odwoływania się od opinii wizytatora. Taka możliwość wstrzymuje bowiem znacznie procedurę. Ponadto wydaje się, że jest to zbędne, gdyż wszystkie zarzuty, które zgłasza w trakcie procedury kandydat, są podnoszone i badane w trakcie procesu nominacyjnego przed Krajową Radą Sądownictwa. Brak obiektywizmu opinii może rodzić wiele skutków, począwszy od sporządzenia opinii przez samą radę, aż do nieobsadzenia stanowiska z uwagi na brak obiektywnej czy rzetelnej oceny. Zanim dojdzie do zmian, rada w ramach swoich kompetencji stara się maksymalnie zracjonalizować procedury nominacyjne i wyeliminować z tego procesu wszystkie zbędne czynności. Chcemy, aby procedowanie było jak najbardziej płynne, bez szkody dla jego jakości.

Na przykład poproszono kandydatów zgłaszających się na stanowiska sędziowskie do składania dodatkowych oświadczeń wskazujących adresy ich poczty elektronicznej oraz zawierających zgodę na otrzymywanie drogą elektroniczną korespondencji związanej z procedurą powołania, pochodzącej zarówno od prezesów sądów, jak i od rady. Chodzi przede wszystkim o doręczanie podejmowanych uchwał w sprawach osobowych. Jeśli znacząca część kandydatów złoży tego rodzaju oświadczenia, rada zmieni regulamin, dostosowując jego zapisy do takiego sposobu doręczeń.

Rada zwróciła się także z prośbą do prezesów sądów apelacyjnych i okręgowych o przygotowywanie i przesyłanie radzie, wraz ze zgłoszeniami kandydatów na sędziów oraz niezbędnymi dokumentami określonymi w ustawie, także syntetycznej informacji zbiorczej o każdym z kandydatów. Będzie ona opracowywana na podstawie całej dokumentacji zawierającej: podstawowe dane osobowe kandydata, posiadane przez niego tytuły, stopnie naukowe, tytuły naukowe, datę i wynik ukończenia studiów prawniczych. Co więcej znajdą się w niej takie informacje, jak data i wynik egzaminu sędziowskiego oraz egzaminów składanych na zakończenie innych aplikacji prawniczych, przebieg dotychczasowej pracy zawodowej z wymienieniem poszczególnych stanowisk, na których praca umożliwia ubieganie się o stanowisko sędziego oraz okresów zajmowania każdego z tych stanowisk, a także dane dotyczące odbycia studiów podyplomowych i doktoranckich. Prezesi będą również przesyłali KRS ogólną ocenę pracy kandydata z uwzględnieniem m.in. obciążenia pracą i efektywności jej wykonywania, stabilności orzecznictwa (w odniesieniu do sędziów i referendarzy sądowych), terminowości wykonywania obowiązków (w odniesieniu do sędziów i referendarzy sądowych - terminowości sporządzania uzasadnień orzeczeń). Rada uzyska tą drogą również informacje, czy kandydat był pociągnięty do odpowiedzialności dyscyplinarnej, wytknięto mu oczywistą obrazę przepisów dokonane w trybie art. 40 par. 1 ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, czy też stwierdzono względem niego uchybienia w zakresie sprawności - postępowania i zwrócenia na nie uwagi w trybie art. 37 ust. 4 ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych. Ponadto prezes sądu wskaże, czy stwierdzono przewlekłość postępowań dokonanych w następstwie skarg na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki, poinformuje o opinii kolegium sądu oraz opinii zgromadzenia ogólnego sędziów apelacji (okręgu). Należy podkreślić, że takie informacje były już przesyłane przez niektórych prezesów sądów. I niewątpliwie przyczyniały się znacznie do przyspieszenia i usprawnienia postępowania w sprawach indywidualnych odbywających się przed radą.

Rada planuje także zainstalowanie w swojej siedzibie systemu do telekonferencji, który pozwoli przeprowadzać rozmowy z kandydatami poprzez łącza elektroniczne. Każdy sąd okręgowy w kraju oraz część sądów rejonowych mają zainstalowane takie systemy. Jak pokazuje praktyka, jakość obrazu jest tak dobra, że niewątpliwie realizuje zasadę bezpośredniości w całej pełni. Korzystanie z tego systemu zaoszczędzi czas, przyspieszy realizację tej procedury. Niewątpliwie pozwoli to nie odrywać kandydatów, często pracujących przecież w sądach, od całego dnia pracy, zaoszczędzi im wysiłku i kosztów.

Robimy wszystko co w naszej mocy, by usprawnić obecną procedurę. Teraz czas, by wreszcie przemówił ustawodawca

@RY1@i02/2012/172/i02.2012.172.07000040g.103.jpg@RY2@

fot. materiały prasowe

Irena Kamińska, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego

Kształt obowiązującego obecnie prawa o ustroju sądów powszechnych jest bardzo widowiskowym dowodem na to, że twierdzenie jednego z posłów dawno minionej kadencji Sejmu jest ciągle żywe, a nawet nabiera coraz to większej aktualności. Otóż w czasie jednego z posiedzeń komisji sprawiedliwości i praw człowieka na rozważania dotyczące trójpodziału władzy poseł ten odpowiedział: "Pani sędzio, to lipa". Proszę popatrzeć, Sejm to my, rząd to my i tylko wy to nie my".

Przeciwko zmianom do u.s.p. protestowali wszyscy. W czasie publicznego wysłuchania w Sejmie przeciwne były stowarzyszenia sędziowskie, prezes Sądu Najwyższego i organizacje pozarządowe. Ale już wtedy było wiadomo, że projekt zostanie uchwalony i że ta miażdżąca krytyka nic nie da, bo taka jest wola polityczna rządzących, natomiast jeść tę żabę będą w pierwszej kolejności sędziowie, a w końcu wszyscy.

Dzisiaj mamy wiele nieobsadzonych etatów sędziowskich, tymczasem proces nominacyjny trwa około półtora roku i nagląca staje się potrzeba kolejnej zmiany prawa, którego część zapisów jest niefunkcjonalna i destrukcyjna, co zresztą mówiliśmy od chwili ich powstania.

Opiniowanie kandydatów na sędziów okręgowych powinno jak najszybciej wrócić do zgromadzeń okręgu. Poza wszystkimi innymi argumentami - konieczność częstego zwoływania zgromadzeń apelacyjnych, trudności z dojazdem i związane z tym oderwanie sędziów od pracy - przemawia za tym również osadzenie kandydatów w środowisku, które ma ich oceniać. Na sędziów okręgowych zgłaszają się najczęściej sędziowie rejonowi, znani kolegom z sądów rejonowych i z dorobkiem orzeczniczym ocenianym przez sędziów okręgowych.

Nie jest też konieczna możliwość odwoływania się od ocen wizytatorów, co bardzo wydłuża proces nominacyjny i raczej sprzyja pieniactwu niż zobiektywizowaniu procesu. Kiedy zresztą ma się do czynienia z ocenami sędziów, troszkę niepokoi, że wszyscy, a w każdym razie bardzo wielu z nich, to kandydaci "wybitni" i "bardzo dobrzy".

W art. 57a konieczna wydaje się też zmiana wyłączająca wizytatora z oceny jakiegokolwiek kandydata na dane stanowisko sędziowskie, jeżeli kandyduje na nie osoba związana z tym wizytatorem więzami, o których mówi powołany przepis . Zdarzały się sytuacje, w których sędzia wizytator nie opiniował wprawdzie własnego krewnego, ale innych kandydatów na określony urząd sędziego.

Sędzia, tak jak żona Cezara, musi być poza wszelkim podejrzeniem i możliwość taką trzeba uznać za niedopuszczalną szkodę, tylko że dla jej wyeliminowania nie wystarczą dobre obyczaje.

Zbyt długie są też okresy wykonywania określonych czynności związanych z procesem nominacyjnym. W obecnym kształcie ustawy prezes sądu apelacyjnego o zwolnieniu się stanowiska sędziego zawiadamia ministra sprawiedliwości w terminie nie dłuższym niż 30 dni. Ten z kolei przydziela stanowisko do tego lub innego sądu w terminie nie dłuższym niż trzy miesiące od dnia otrzymania zawiadomienia (art. 56 par. 2 u.s.p.). Zatem na samym początku, jeżeli obaj decydenci wykorzystają dany im czas, mamy upływ czterech miesięcy od chwili, kiedy sędzia odchodzący z urzędu przestał pełnić swoje obowiązki. Wydaje się, że zarówno prezesowi sądu, jak i ministrowi sprawiedliwości powinien wystarczyć okres 14 dni, poza tym zmiany wymaga praktyka dotycząca samego wszczynania procesu nominacyjnego poprzez publikację obwieszczenia o wolnym stanowisku sędziowskim.

W sądach administracyjnych takich obwieszczeń dokonuje się, zanim sędzia odchodzący w stan spoczynku opuści swój urząd. Trzeba rozwiązanie to stosować również w sądach powszechnych, zwłaszcza tam gdzie odejście w stan spoczynku związane jest z uzyskaniem wieku, do którego możliwe jest sprawowanie urzędu. Jest jeszcze jedna rzecz bulwersująca i niepotrzebna, będąca dowodem na to, że czasami w budowaniu państwa prawa jesteśmy świętsi od papieża, za nic mając pragmatyzm i zdrowy rozsądek.

Kiedy pytam kolegów z Krajowej Rady Sądownictwa, dlaczego uważają za dopuszczalne równoczesne kandydowanie na pięć, dziesięć, a może nawet więcej stanowisk sędziowskich, słyszę bardzo piękne hasła o wolności kandydowania na urzędy publiczne i ochronie konstytucyjnego prawa wynikającego z art. 60 konstytucji. W rezultacie kandydat z Trójmiasta kandyduje do Warszawy lub Krakowa i wiadomo, że pierwszym jego życiowym celem będzie przeniesienie się w rodzinne strony. Krajowa Rada ma przez tę możliwość zwielokrotnioną pulę kandydatów, a poza tym ocena jest trudna, jeśli ten sam kandydat jest różnie oceniany przez różne zgromadzenia.

Nikt nie może być równocześnie w kilku miejscach i sprawować równocześnie kilku urzędów. Należy więc porzucić górnolotne hasła i wrócić na grunt rzeczywistości i obowiązującego prawa. Nominowanie sędziego odbywa się na określone stanowisko sędziowskie i w określonym sądzie. I nikt nie ogranicza prawa do kandydowania na to stanowisko. Ale osoba, która zgłosiła swoją kandydaturę, powinna być nią związana. Bo również normy konstytucyjne powinny być wykładane w sposób funkcjonalny, a trudno przyjąć, że ustawodawca ustanowił prawo kandydowania równocześnie na wszystkie wolne stanowiska sędziowskie w kraju.

A co do obowiązującego prawa wystarczy zastosować art. 57 par. 1 u.s.p., który stanowi, że każdy, kto spełnia warunki do objęcia stanowiska sędziego sądu powszechnego, może zgłosić swoją kandydaturę na jedno wolne stanowisko sędziowskie. Nawet gdyby zatem uznać konstytucyjną zasadę dopuszczającą chęć bycia wszędzie, mamy ustawą określony wyjątek dopuszczalny zgodnie z art. 31 ust. 3 konstytucji.

Wszystkie te propozycje i wiele innych Stowarzyszenie Sędziów THEMIS przedstawiło ministrowi sprawiedliwości na odbytych spotkaniach. Byliśmy zgodni co do potrzeby zmian i szef resortu deklarował szybkie podjęcie działań. Upłynęło od tamtej pory trochę czasu, a do tej pory nic konkretnego się nie dzieje albo nic o tym nie wiemy.

Wymiar sprawiedliwości wymaga długotrwałej, obliczonej na lata naprawy. Wymaga wizji, planu i ich konsekwentnej, skutecznej realizacji. Spokoju i stabilności. Niszczy nas akcyjność i realizacja wbrew wszystkiemu, pomysłów kolejnych ministrów lub wiceministrów. Ale ciągle my to nie oni i całe szczęście, bo na tym polega państwo prawa. Ale w tym państwie obowiązuje też art. 10 konstytucji, gdzie jest mowa o równowadze, a więc o współpracy i harmonijnym działaniu wszystkich władz. Może czas wcielić go w życie?

Małgorzata Kryszkiewicz

malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.