Lis w kurniku, czyli o nominacji Piotra Schaba
J est rok 2025. W Polsce nadal rządzi obóz Zjednoczonej Prawicy. Tak zwana reforma wymiaru sprawiedliwości jest konsekwentnie realizowana i właśnie wchodzi w nową fazę. Zgodnie z najnowszymi propozycjami wskazany przez ministra sprawiedliwości prokurator będzie mógł domagać się od dowolnie wybranego adwokata wszelkich dokumentów, jakie ten zgromadził w związku z prowadzonymi przez siebie sprawami. W uzasadnieniu projektu czytamy: „To rozwiązanie pozwoli organom ścigania skuteczniej walczyć z przestępczością. Uczciwi obywatele nie muszą się niczego obawiać. Nie mają przecież nic do ukrycia przed organami ścigania. Obawiać się muszą tylko ci, którzy dopuszczają się czynów zabronionych lub je planują, a także profesjonalni pełnomocnicy, którzy im w tym pomagają”. Czyż można polemizować z takimi tezami?
Dlaczego jednak piszę o tym właśnie teraz? Otóż podobny schemat znajdzie zastosowanie póki co względem warszawskich sędziów. A wszystko za sprawą nie zmian legislacyjnych, a prostej decyzji personalnej Zbigniewa Ziobry. Chodzi oczywiście o wyznaczenie na prezesa największego sądu w Polsce, a więc Sądu Okręgowego w Warszawie, Piotra Schaba. To sędzia warszawskiego sądu apelacyjnego (awans otrzymał już w czasach, gdy tzw. dobra zmiana zadomowiła się w Krajowej Radzie Sądownictwa), ale co w tych okolicznościach najważniejsze, Schab jest też twarzą rewolucji, jaką obóz Zjednoczonej Prawicy przeprowadził w systemie sądownictwa dyscyplinarnego sędziów. Decyzją ministra Ziobry został on bowiem szefem wszystkich rzeczników dyscyplinarnych. I swoimi działaniami nieraz już udowodnił, że z decyzji tej minister może być zadowolony. Tymczasem z wpisów w mediach społecznościowych jednego z dwóch najbliższych współpracowników Schaba, czyli Przemysława Radzika, wynika, że nowo powołany prezes SO w Warszawie nie ma zamiaru rezygnować z funkcji rzecznika dyscyplinarnego sędziów. Mówiąc krótko: wpuszczono lisa do kurnika. Prezes sądu ma bowiem dostęp do wielu dokumentów czy danych, o których w normalnych czasach rzecznik dyscyplinarny mógłby tylko pomarzyć. Wie np., który sędzia spóźnia się z pisaniem uzasadnień, który otrzymał tzw. wytyk orzeczniczy, który chodzi na częste zwolnienia lekarskie. Istne eldorado, niewyczerpana kopalnia inspiracji dla oskarżyciela. Zwłaszcza że nie od dziś wiadomo, iż sytuacja w SO w Warszawie jest najgorsza w Polsce, że sędziowie od wielu już miesięcy gonią resztką sił i tak naprawdę nie wiedzą, w co najpierw włożyć ręce. „Ja naprawdę jestem na skraju załamania. Kiedy biorę się za jedną sprawę, zaraz dopada mnie panika, że być może marnuję czas, bo przecież w kolejce czeka mnóstwo innych, być może pilniejszych rzeczy do zrobienia” – tak o sytuacji w SO w Warszawie opowiadał mi niedawno jeden z tamtejszych sędziów. No ale tak jak pisałam na początku tekstu: uczciwi sędziowie mogą spać spokojnie. Przecież nie mają nic do ukrycia! Niech się boją ci, którzy nie chcą sumiennie służyć Rzeczpospolitej, którzy się wałkonią, którzy popełniają błąd za błędem! Ich zapewne dosięgnie karzące ramię rzecznika Schaba. A teraz, dzięki jego nowej funkcji, stanie się to jeszcze szybciej. I nikogo nie będzie przy tym obchodzić to, że za zapaść w sądownictwie odpowiada w dużej mierze sam minister sprawiedliwości, który swego czasu przez ponad dwa lata blokował konkursy do sądów i który nie odpowiadał na liczne prośby poprzedniej prezes SO w Warszawie Joanny Bitner o delegowanie sędziów do pracy w tym sądzie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.