Całkiem przyjemne dożywocie
Gospodarcza lewica nie ma żadnej recepty na reformę kapitalizmu, którego tak nienawidzi. Co nie znaczy, że powinna zniknąć
30-lecie transformacji ustrojowej w Polsce to najwyraźniej doskonały moment, by dać upust niezadowoleniu z reform, które firmował swoim nazwiskiem Leszek Balcerowicz. Od kilku tygodni przez media przelewa się potok rewizjonistycznych tyrad o tym, co trzeba było zrobić lepiej, a czego nie powinno się było robić wcale. Wielu na lewicy chętnie cofnęłoby się w czasie, by wpłynąć na bieg historii i powierzyć wajchę systemowej zmiany komuś innemu – najlepiej pokroju prof. Ryszarda Bugaja albo prof. Grzegorza Kołodki. Wtedy, twierdzą, transformacja byłaby łagodniejsza, a my dzisiaj żylibyśmy w świecie kapitalizmu z ludzką twarzą, przez co rozumieją zwykle domieszkę socjalizmu. Na przykład Galopujący Major – anonimowy i może dlatego krewki publicysta „Krytyki Politycznej” – wzdycha za socjalistycznym budownictwem i tęsknie spogląda na peerelowskie blokowiska, które „mogą uchodzić za wzór planowania przy tym, co proponuje współczesny deweloper”. Podobną tęsknotę przejawiają też aktywista Jan Śpiewak czy Adrian Zandberg, członek zarządu partii Razem. Oczywiście to tylko jeden z objawów nostalgii za komuną. Generalnie lewicowi krytycy transformacji wierzą, że im więcej socjalizmu w kapitalizmie, tym jego twarz bardziej ludzka, więc z sentymentem wspominają PKS-y, PGR-y, huty i wczasy pod gruszą. Balcerowicz – bezwzględny likwidator socjalistycznego raju – wszystko to zniszczył.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.