Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Całkiem przyjemne dożywocie

Liderzy lewicy: Adrian Zandberg, Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty
Liderzy lewicy: Adrian Zandberg, Robert Biedroń i Włodzimierz Czarzasty
9 stycznia 2020
Ten tekst przeczytasz w 13 minut

Gospodarcza lewica nie ma żadnej recepty na reformę kapitalizmu, którego tak nienawidzi. Co nie znaczy, że powinna zniknąć

30-lecie transformacji ustrojowej w Polsce to najwyraźniej doskonały moment, by dać upust niezadowoleniu z reform, które firmował swoim nazwiskiem Leszek Balcerowicz. Od kilku tygodni przez media przelewa się potok rewizjonistycznych tyrad o tym, co trzeba było zrobić lepiej, a czego nie powinno się było robić wcale. Wielu na lewicy chętnie cofnęłoby się w czasie, by wpłynąć na bieg historii i powierzyć wajchę systemowej zmiany komuś innemu – najlepiej pokroju prof. Ryszarda Bugaja albo prof. Grzegorza Kołodki. Wtedy, twierdzą, transformacja byłaby łagodniejsza, a my dzisiaj żylibyśmy w świecie kapitalizmu z ludzką twarzą, przez co rozumieją zwykle domieszkę socjalizmu. Na przykład Galopujący Major – anonimowy i może dlatego krewki publicysta „Krytyki Politycznej” – wzdycha za socjalistycznym budownictwem i tęsknie spogląda na peerelowskie blokowiska, które „mogą uchodzić za wzór planowania przy tym, co proponuje współczesny deweloper”. Podobną tęsknotę przejawiają też aktywista Jan Śpiewak czy Adrian Zandberg, członek zarządu partii Razem. Oczywiście to tylko jeden z objawów nostalgii za komuną. Generalnie lewicowi krytycy transformacji wierzą, że im więcej socjalizmu w kapitalizmie, tym jego twarz bardziej ludzka, więc z sentymentem wspominają PKS-y, PGR-y, huty i wczasy pod gruszą. Balcerowicz – bezwzględny likwidator socjalistycznego raju – wszystko to zniszczył.

Czy gdyby jednak faktycznie po 1989 r. Polskę zmieniał ktoś inny, dzisiaj nie narzekaliby nań i nie psioczyli? Skądże! Jestem pewien, że każdy, kto zainstalowałby w Polsce kapitalizm – w wersji takiej czy siakiej – z czasem stałby się ich wrogiem. Bo to nie o personalia reformatora się rozchodzi, a o ich nienawiść do samego systemu. Przecież lewicowi krytycy przemian nawet kapitalizm szwedzki kupują tylko częściowo. Podoba im się co prawda to, że podatek od najwyższych zarobków wynosi tam 60 proc., ale już nie to, że kraj ten jest globalnym przodownikiem pod względem deregulacji i prywatyzacji usług publicznych. No i że tamtejsze lasy są prywatne. Więc jeśli nie kapitalizm, to co?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.