Co nas nie kopnie, to nas wzmocni
Auta elektryczne przechodzą z fazy utopijnych snów grupki świrów do fazy, w której zaczyna się budowanie napięcia i dochodzi do prawdziwych zwarć
Serwis wPolityce.pl zaserwował kilka dni temu intrygujący materiał zawierający listę najbardziej absurdalnych – zdaniem redakcji – przykładów poprawności politycznej, z jakimi zetknęliśmy się w 2019 r. I przyznam szczerze, że niektóre z nich przednio mnie ubawiły. Oraz doprowadziły mnie do jednego wniosku: tytuł profesora, naukowca, pisarza czy wykładowcy znanego uniwersytetu nie chroni przed byciem idiotą.
Zacznijmy od dr Sonji Falck, która wykłada psychologię na Uniwersytecie Wschodniego Londynu. Zaapelowała do brytyjskiego rządu, by na listę określeń uważanych powszechnie za nienawistne i obraźliwe wpisał słowa „nerd” i „geek”. Jeśli dobrze rozumiem, to zdaniem pani Falck powiedzieć do kogoś „ty maniaku komputerowy” znaczy tak naprawdę „ty czarnuchu”. A za określenie „ty kujonie” powinno się karać co najmniej tak, jak za organizowanie hucznych urodzin Hitlera w lesie. Idąc tym tropem, proponuję uznać za mowę nienawiści również określenia „mądrala”, „inteligent” oraz „osioł”. Od dzisiaj, jak mój syn nie będzie umiał dodać pięciu do pięciu, będę mówił do niego „ty mój mały koniku”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.