Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Organ od spraw beznadziejnych

Ten tekst przeczytasz w 6 minut

D o Trybunału Konstytucyjnego PiS skarżył już prawie wszystko, także to, co pod kompetencje tego pierwszego nie podpada (uchwały Sejmu czy Sądu Najwyższego). To, co partię rządzącą irytuje, prędzej czy p ó źniej wyląduje na biurku prezes Julii Przyłębskiej czule nazywanej przez prezesa PiS „ odkryciem towarzyskim ” . Odkąd zaś sprawy dotyczące stanu praworządności w naszym kraju zaczęły trafiać do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, było tylko kwestią czasu, kiedy władza zwr ó ci się do swojego ulubionego organu, aby ten coś z tym fantem zrobił. No i stało się. W środę p ó źnym popołudniem rzecznik rządu zapowiedział, że premier Mateusz Morawiecki skieruje do TK wniosek dotyczący „ kompleksowego rozstrzygnięcia kwestii kolizji norm prawa europejskiego z konstytucją oraz potwierdzenia dotychczasowego orzecznictwa w tym zakresie ” . To oczywiście reakcja na wtorkowy wyrok, w kt ó rym Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził, że zmiany, jakich większość rządząca dokonała w procedurze wyboru sędzi ó w Sądu Najwyższego, mogły naruszać prawo unijne. Widać TSUE jeszcze się nie nauczył, że w stosunku do polskich władz nie ma się co bawić w subtelne łamigł ó wki prawnicze mające im uzmysłowić, że gdzieś popełniły błąd. Jedyną obowiązującą w naszym kraju zasadą jest teraz ta sformułowana przez Marcina Wolskiego: „ Jedyną obowiązującą w naszym kraju zasadą jest teraz: kto wygrał wybory, ten ma rację ” .

Trzeba zaznaczyć, że nie jest znana ani treść zapowiadanego wniosku do TK, ani jego uzasadnienie. Trudno więc dokonać rzetelnej analizy prawniczej tego posunięcia. Jednak już na pierwszy rzut oka widać, że jest to działanie nakierowane przede wszystkim na użytek wewnątrzkrajowy. Ma zamydlić wyborcom oczy, odwrócić ich uwagę od przykrej rzeczywistości i udowodnić, że to PiS ma rację, a cała reszta - na czele z tą zepsutą, lewacką Unią Europejską - się myli. No i oczywiście, że unijne organy wciąż tylko czyhają na naszą suwerenność, której Zjednoczona (choć ostatnimi czasy jakby mniej) Prawica będzie bronić do ostatniej kropli krwi. Szkoda tylko, że w tym pędzie do utrzymania poparcia rządzący zapominają, że ich decyzje odbijają się szerokim echem także poza granicami naszego kraju. I chluby mu - delikatnie mówiąc - nie przynoszą.

Krzycząc o odbieraniu nam suwerenności, politycy przemilczają fakt, że nikt przecież nas do tej niedobrej UE siłą nie wcielał. To prawda, kiedy do niej wchodziliśmy, stery władzy dzierżyła partia o poglądach skrajnie różnych do tych, które reprezentuje obecna większość parlamentarna. Jednak, czy to się komuś podoba czy nie, do UE weszło państwo polskie, a nie ugrupowanie Leszka Millera. I jednym ze skutków tej decyzji było właśnie zrzeczenie się części suwerenności, tak opłakiwanej obecnej przez polityków prawej strony. I tylko na marginesie wspomnę, że ktoś tu już stawiał tezę, że w polityce nie można być miękiszonem. Jeżeli więc dla miłościwie nam panujących pełna suwerenność jest wartością nadrzędną to - nomen omen - wyjście jest tylko jedno. I z całą pewnością nie jest nim złożenie kolejnego wniosku do TK.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.