Miedwiediew nie odwzajemni ustępstw Sarkozy’ego
Wizyta rosyjskiego prezydenta Dmitrija Miedwiediewa we Francji mogłaby uchodzić za standardowe wydarzenie dyplomatyczne, gdyby nie to, że wpasowała się w ciąg niepokojących zmian w polityce Paryża wobec Moskwy.
Jeszcze w czasie kampanii, przed wyborami prezydenckimi, Nicolas Sarkozy, mówiąc o Rosji, zwykł był przypominać m.in. sprawę praw człowieka, wojnę w Czeczenii, masakrę, jakiej dokonały tam rosyjskie wojska. Mówił, że to nie jest drobiazg, lecz poważna sprawa, o której trzeba rozmawiać, do której należy powracać.
Dwa lata temu prezydent diametralnie zmienił zdanie na temat Rosji. Francja zaczęła robić z nią interesy, które nie są zwykłymi transakcjami, lecz też politycznym komunikatem. Sprzedaż okrętów klasy Mistral - broni, która może być bardzo skuteczna w pacyfikacji Gruzji, Ukrainy, ale też państw bałtyckich - to jasny sygnał, że jesteśmy po stronie wielkiej Rosji, a nie mniejszych narodów, które pragną demokracji i rządów prawa. Do tego poszliśmy śladem Niemiec i Włoch, decydując się na wspólne interesy w dziedzinie energetyki - w Paryżu francuska spółka GDF Suez podpisała kontrakt z Gazpromem, podobnie jak wcześniej Niemcy i Włosi uczynili w przypadku gazociągów Nord i South Stream.
Można by pomyśleć, że Francja postanowiła poświęcić prawa człowieka, stawiając na politykę pod hasłem "najpierw interesy". To błąd: interesy chcą robić wszystkie państwa, zwłaszcza teraz, w dobie globalnej recesji. Rosja też chce robić interesy. Nie musimy o to prosić.
Przyczyny zmiany postawy Sarkozy’ego wobec Kremla są następujące. Z jednej strony mamy w Europie konflikt między państwami dużymi - jak Niemcy, Francja czy Włochy - a małymi, które nie boją się krytykować Rosji. Na dodatek francuski prezydent czuje się w UE samotny: Unia zawsze była prowadzona przez francusko-niemiecki duet, a teraz wyczuwamy, że Berlin nie oczekuje już od Paryża jakiejś specjalnej współpracy. Znacznie więcej oczekuje od Moskwy. Pałac Elizejski, nie wiedząc, co z tym zrobić, stawia na naśladowanie Berlina.
Do tego wszystkiego mamy do czynienia z czymś w rodzaju zaślepienia tą historią, że Miedwiediew to jakiś fantastyczny facet i zwolennik demokracji. To taka sama iluzja, jaką przeżył kiedyś prezydent George W. Bush, dostrzegając "przyjaźń w oczach Putina". W efekcie Europa próbuje powtórzyć sukces Margaret Thatcher, która popierając kiedyś Michaiła Gorbaczowa, doprowadziła do realnych zmian na Kremlu. Tyle że Miedwiediew to nie Gorbaczow.
Francja nie zajmie też miejsca Niemiec w rosyjskiej polityce, gdyż to Berlin - niemal od wieków - zajmuje w niej szczególne miejsce. Rosjanie oczekują, że to Niemcy dokonają gruntownej modernizacji ich kraju - tak jak zrobili to już raz, w XIX wieku, unowocześniając rosyjską administrację. Ta idea jest dziś znowu żywa. Francja nie ma w tej konkurencji szans. Choć może próbować jakoś imitować niemiecką politykę, rywalizować z nią. Jednak to Berlin wyznacza kierunki polityki wobec Rosji, a Paryż może jedynie starać się wykroić z tego tortu jakiś kawałek dla siebie.
Transakcja ta - największa, jaką dotąd kraj członkowski NATO zawarł z Rosją - budzi wielkie kontrowersje, choć Francuzi zastrzegają, że przekażą okręty bez wyrafinowanych technologii używanych przez Sojusz Północnoatlantycki. Cena jednego okrętu to ok. 600 - 750 mln dol.
Rosyjski monopolista odwdzięczy się za to Paryżowi, dostarczając 1,5 mld m sześc. gazu rocznie, począwszy od 2015 roku.
. Na wspólnej konferencji prasowej francuski prezydent Nicolas Sarkozy nazwał Rosję "partnerem, a nie wrogiem", podkreślił jej udział w zaprowadzaniu pokoju na świecie i wezwał do ostatecznego odesłania zimnej wojny do historii. - Nasze porozumienie to symbol zaufania między oboma krajami. Rosja i Francja powinny być partnerami w dziedzinie bezpieczeństwa europejskiego - odwdzięczył mu się Miedwiediew. Żaden z polityków nie wspominał o wojnie w Gruzji.
@RY1@i02/2010/043/i02.2010.043.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Prezydenci Dmitrij Miedwiediew i Nicolas Sarkozy podczas spotkania w Paryżu
@RY1@i02/2010/043/i02.2010.043.000.009a.002.jpg@RY2@
Fot. Gamma/BE&W
Andre Glucksmann, francuski filozof i publicysta
francuski filozof i publicysta
Autor jest francuskim pisarzem i filozofem, autorem m.in. "Rozprawy o nienawiści" oraz "Dostojewskiego na Manhattanie". W 2007 r. współpracował z ubiegającym się o prezydenturę Nicolasem Sarkozym
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.