Naprawdę ostatnia szansa LOT-u
Zarząd snuje ambitne plany, tymczasem jedyny ratunek dla przewoźnika to kontrolowane bankructwo
Anglicy proroczo tłumaczyli kiedyś nazwę LOT jako "a LOT of troubles" (mnóstwo kłopotów). Żeby tylko nie skończyło się jak w przypadku belgijskich linii Sabena, których nazwę rozwijano jako "Such A Bloody Experience Never Again" (nigdy więcej takiego piekielnego doświadczenia). Sabena zbankrutowała z hukiem kilka lat temu. Oszczędzenie takiego piekielnego doświadczenia naszemu przewoźnikowi nie będzie łatwe. Wciąż podąża on śladem Sabeny ze zbyt wielką i roszczeniową załogą, przestarzałą flotą, niedopasowaną do możliwości siatką połączeń, a za sterami przewoźnika siada średnio co pół roku (to chyba rekord świata) nowy pilot i zmienia kierunek. Najbliższe miesiące będą decydujące. Pokażą, czy firma jest w stanie przetrwać turbulencje i skorzystać na ożywieniu na rynku lotniczym.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.