Zamknijmy to ministerstwo ubezpieczeń
Roczny budżet na leczenie statystycznego Polaka: 600 zł z własnej kieszeni plus 1800 zł z NFZ czy innego państwowego ustrojstwa. Za swoje 600 zł dostaje się do gabinetu od ręki, nie zapuszcza korzeni w kolejce, obsługiwany jest przy użyciu najnowszej aparatury, a pani w recepcji proponuje herbatkę. I ma poczucie, że dobrze zainwestował pieniądze we własne zdrowie. A kiedy przychodzi mu leczyć się za państwową pulę 1800 zł, dostaje białej gorączki i drgawek - wystoi się na korytarzu, by usłyszeć, że przyszedł nieprzygotowany, że za pobranie krwi musi dodatkowo zapłacić. Na koniec, że lekarz nie wypisze mu recepty z refundacją bo jest w trakcie protestu. Choć żadne opony w przychodni nie płoną. Chyba że mózgowe.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.