Synku, zdejmij te rurki i skacz przez kozła
Ministerstwo czegoś tam zaproponowało, by do szkół wprowadzić obowiązkowy egzamin ze sprawności fizycznej. Uczniowie musieliby wykazać się jak najlepszym czasem w biegu na 100 czy 500 metrów, jak najdalszymi skokami w dal oraz jak największą liczbą podciągnięć na drążku. Sądząc po tym, co przeczytałem na forach internetowych i w prasie, większość z was uważa, że to idiotyczny pomysł. Jakaś mama skarżyła się, że jej 12-letni synek ma stwierdzoną przez lekarza alergię na bieganie, przysiady i zapach potu, w związku z czym nie może uczestniczyć w żadnych ćwiczeniach. Jest zatem więcej niż pewne, że nie zda sprawnościowego egzaminu i na jego świadectwie w miejscu oceny z WF pojawi się adnotacja "głąb", przez co nie będzie mógł zostać sławnym kardiochirurgiem. Z kolei jakiś ojciec pacyfista oburzony jest tym, że próbuje się zmusić jego małą królewnę do pokonania na czas dystansu większego niż ten dzielący jej łóżko od komputera, lodówki i szafy z ciuchami. Jest to tak podłe, że Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze powinien uznać to za zbrodnię przeciwko ludzkości. Jednak najbardziej rozbawiła mnie nauczycielka WF cytowana przez jedną z gazet. Stwierdziła, że cały ten test sprawności fizycznej "zrodzi w uczniach agresję" oraz "doprowadzi do niezdrowego współzawodnictwa". Nie zmyślam. Tak powiedziała osoba, której powołaniem powinno być wyciśnięcie z naszych dzieci ostatnich kropel potu na szkolnym boisku.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.