Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Grę o demontaż NS2 czas zacząć

18 maja 2022
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

N iemcy zamierzają zrezygnować do końca roku z rosyjskiej ropy – niezależnie od tego, jaką decyzję w sprawie embarga podejmie ostatecznie Unia Europejska. Zwrot w polityce Berlina, na który czekaliśmy od początku tej wojny, wreszcie się dokonał. Rząd Olafa Scholza, który jeszcze miesiąc temu był głównym hamulcowym decyzji, by sankcje UE przeciw Rosji objęły dostawy surowców energetycznych, wreszcie ugiął się pod presją, a może nawet dostrzegł w nich swój interes. Największy odbiorca gazu i ropy ze Wschodu, główny w ostatnich dekadach partner putinowskiej Rosji na Zachodzie, odwraca się od szkodliwego dla naszego regionu modelu biznesowego w sektorze energii.

Nie oznacza to, że Polska i jej sojusznicy mogą odtrąbić dyplomatyczny sukces. W dalszym ciągu toczy się gra o uderzenie tu i teraz w surowcowe dochody Kremla. Stopniowe wygaszanie dostaw nie wystarczy, żeby podważyć jego możliwości finansowania wojny. Rząd Mateusza Morawieckiego wydaje się to rozumieć, o czym świadczy podnoszenie przez niego na forum UE różnych wariantów cła na rosyjskie węglowodory. Tego typu rozwiązania cieszą się szerokim poparciem wśród ekonomistów, od dawna propagują je think tanki, takie jak brukselski Instytut Bruegla. A potrzeba ich wdrożenia będzie tym bardziej paląca, jeśli Brukseli nie uda się ostatecznie przeforsować naftowego embarga. Inaczej firmy, z krajów, które będą rugować rosyjskie paliwa – jak Polska, Niemcy czy Holandia – będą zmuszone konkurować z podmiotami korzystającymi z przecenionych produktów ze Wschodu.

Warszawa powinna też pójść za ciosem i postarać się o jak najszybszy demontaż Nord Stream 2 i przypieczętować w ten sposób niemiecki kurs na derusyfikację. Lepszego czasu na ofensywę dyplomatyczną w tej sprawie może nie być. Napięcie polityczne w kwestiach gazowych pomiędzy Berlinem a Moskwą sięgnęło zenitu po tym, jak rząd Scholza przejął kontrolę nad niemiecką spółką córką Gazpromu, a Kreml odpowiedział kontrsankcjami, pozbawiając Niemcy części dostaw błękitnego paliwa. O tym, że NS2 był błędem, mówi nawet Sigmar Gabriel, wicekanclerz w gabinecie Angeli Merkel i jeden z najsilniej kojarzonych z prorosyjską linią polityków SPD. – Błędem było niesłuchanie opinii krajów Europy Wschodniej, gdy sprzeciwiały się one Nord Stream 2. To był też mój błąd – powiedział w zeszłym miesiącu „Die Welt”. Sami socjaldemokraci tracą poparcie na rzecz znacznie bardziej „jastrzębich” w podejściu do Wschodu, Zielonych i opozycyjnej CDU, która coraz śmielej krytykowała w ostatnich tygodniach zachowawczą politykę kanclerza. Najnowszą emanacją tego trendu jest wynik wyborów w najludniejszym landzie Niemiec, Nadrenii Północnej-Westfalii: SPD przegrało tam z chadekami różnicą 9 pkt, a Zieloni potroili swój wynik sprzed 5 lat.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.