Dziennik Gazeta Prawana logo

Dublerami w SN mogą być tylko prezesi

Trwający właśnie konkurs na 11 miejsc w Sądzie Najwyższym wywołuje spore emocje. I nic dziwnego, skoro dotyczy miejsc zwolnionych wcześniej przez sędziów odesłanych w stan spoczynku nie tylko wbrew ich woli, lecz również najprawdopodobniej wbrew konstytucji. Atmosferę podgrzewa również fakt, że w puli jest stanowisko przypisywane Małgorzacie Gersdorf, która zdaniem wielu prawników nadal pełni funkcję I prezesa SN. Bije się więc na alarm, że oto zaraz będziemy mieli w SN, tak jak to było w przypadku Trybunału Konstytucyjnego, do czynienia z sędziami dublerami. Ja tymczasem pobawię się w adwokata diabła i spróbuję udowodnić, że takiej sytuacji nie będzie.

Sędzia dubler – to określenie, które zrobiło oszałamiającą karierę w mediach. Pojawiło się po wybuchu konfliktu wokół Trybunału Konstytucyjnego i przylgnęło już na stałe do osób, które zostały powołane do trybunału na miejsca wcześniej legalnie obsadzone. I nic dziwnego. Dziennikarze błyskawicznie zorientowali się, że zwrot spodoba się odbiorcom, gdyż jest łatwy do zapamiętania i chwytliwy. Bardzo szybko też nabrał odpowiedniej konotacji. Dziś przecież nikt już nie ma wątpliwości, że nazwanie kogoś sędzią dublerem komplementem nie jest. I tak to się toczyło przez cały 2016 r. Niemal każdy materiał dziennikarski mający w tytule te dwa magiczne słowa przyciągał uwagę opinii publicznej.

Pozostało 86% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.