Ta przeklęta prywatyzacja
Dużych spółek w posiadaniu państwa jeszcze przybędzie. Ale taka "repolonizacja" gospodarki jest na dłuższą metę nie do utrzymania
Prywatyzacja - to brzmi dumnie. A właściwie brzmiało jeszcze kilkanaście lat temu, gdy kolejne rządy wpisywały to hasło w swoje programy i chwaliły się, o ile miliardów złotych w ramach prywatyzacji udało się podreperować budżet. Na przykład gabinet Jerzego Buzka tylko w latach 1999-2000 pozyskał tą drogą 40 mld zł. Ale: było - minęło. Dzisiaj powiedzieć "prywatyzacja" bez dodawania "złodziejska" to jak puścić bąka w towarzystwie ludzi nadwrażliwych na zapachy. Wyłącznie w negatywnym kontekście - chociażby przekrętów związanych z reprywatyzacją warszawskich nieruchomości - mówią o niej już nie tylko rządzący politycy PiS. Niepochlebne skojarzenia z prywatyzacją udało się wytworzyć także w umysłach zwykłych ludzi. I trudno się dziwić - wiele nierozliczonych afer dotyczących prywatyzacji to bardzo nośny i eksponowany medialnie temat, co oznacza, że łatwo nam zagubić proporcje w jej ocenie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.