Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wielka bezradność

29 marca 2024

Zabierałem się do tej książki jak pies do jeża. Dlaczego? Bo nie od dziś uważam, że zjawisko fake newsów to jest największy fake news naszych czasów.

Kiedy w latach 90. nasza gospodarka była poddawana terapii szokowej, zaś majątek wyprzedawano na zasadzie „jest wart tyle, ile ktoś zechce za niego zapłacić”, to nikt nie mówił o fake newsach. Następne lata, zwłaszcza po krachu 2008 r., nieraz pokazały, jak wiele neoliberalnych dogmatów (prywatne zawsze lepsze od państwowego; im niższe podatki, tym lepiej dla gospodarki etc.) okazało się mrzonkami. A jednak nikt nie bił na alarm i nie zawodził, że jesteśmy karmieni fałszywą propagandą. Albo gdy w 2003 r. największe mocarstwo świata zaatakowało suwerenny kraj, twierdząc, że ów posiada broń masowej zagłady zdolną zniszczyć pół „wolnego świata”, a szef dyplomacji tego mocarstwa machał na forum ONZ fiolką, która miała zawierać próbkę tejże śmiercionośnej broni. Czy nie były to fake newsy? A czy ktoś to tak nazywał?

Sander van der Linden, „Fake News”, przeł. Radosław Kot, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2023
Sander van der Linden, „Fake News”, przeł. Radosław Kot, Wydawnictwo Rebis, Poznań 2023

Przykłady można mnożyć. Chodzi mi o to, że pojęcie fake newsa dziwnym sposobem zrodziło się wtedy, gdy przeróżne pół-, ćwierć- albo i „mniejprawdy” pojawiające się w przestrzeni publicznej zaczęły uderzać w interesy uprzywilejowanych grup. Wtedy stały się problemem. Plagą, z którą trzeba walczyć, i to przy użyciu wszelkich możliwych metod. Dlatego nie lubię koncepcji fake newsa. Właśnie za tę hipokryzję wszytą w sam środek sensu tego popularnego hasełka.

Pozostało 60% treści
Możesz czytać nasze artykuły dzięki partnerowi PWC.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.