Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego Mein Kampf w Powszechnym nie oburzyło

31 marca 2019

W szyscy spodziewali się bomby. Przynajmniej takiej jak ta, która wybuchła przy okazji premiery „Klątwy” w Teatrze Powszechnym dwa lata temu. Tamten spektakl miał szokować, ale przy okazji sprawdzić, jakie są granice teatralnej wypowiedzi. Przesunął ją tak daleko, że widz jest dziś już niemal do wszystkiego przyzwyczajony. Dlatego niedawne wystawienie „Mein Kampf” i w zasadzie odczytanie ze sceny słów Adolfa Hitlera niemal nikogo już nie zaskoczyło. W „Klątwie” organizowano zbiórkę na zamach na Jarosława Kaczyńskiego, piłą ścinano krzyż, szydzono z Jana Pawła II. Wobec tego treść książki, która stała się podstawą doktryny zbrodniczego ustroju, dziś jest już tylko – mrocznym – ale jednak muzealnym eksponatem.

Czy reżyser i dyrekcja teatru mieli prawo sięgnąć po ten tekst? O to toczą się oczywiście spory, ale na ich obronę można powiedzieć, że wykonali kolosalną pracę wcześniej. W Powszechnym przed premierą odbyło się wiele debat na temat ideologii faszyzmu i nazizmu, o przemocy, jaką może nieść i niesie język, o współczesnych ruchach i ideach, jakie zagrażają demokracji albo ją wypaczają, ale też o gniewie i mowie nienawiści, które pojawiają się po tej liberalnej stronie. Do tego twórcy, czyli Jakub Skrzywanek i Grzegorz Niziołek, a także dyrektor Teatru Powszechnego udzielili kilku wywiadów, od „New York Timesa” po DGP, w których tłumaczyli swoje intencje wzięcia na warsztat akurat „Mein Kampf”. Mam wrażenie, że to ich uchroniło przed skandalem.

Pozostało 84% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.