Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie jestem bestią, nie piszę wierszy

Ten tekst przeczytasz w

Czy to prawda, że do ringu wchodzi pan nad linami, a nie między nimi?

MARTA MIKIEL

ARTUR SZCZEPANIK:

NIKOŁAJ WAŁUJEW*:

Z moim wzrostem tak jest wygodniej.

Nigdy nie myślałem o sobie w kategoriach naj. Ale może i tak jest, bo mam certyfikat z Księgi rekordów Guinnessa, że jestem największym bokserem. Można powiedzieć, że jestem wielkim intelektualistą.

Nie mam ulubionych pisarzy, obrazów, książek. Mam tylko ukochaną żonę i syna Griszę.

Bujda, to wszystko wymyślili dziennikarze. Jak poezja jest dobra, to chętnie poczytam. Ale nie jestem ani poetą, ani znawcą poezji.

Jest głupi. Tak samo jak inne moje przydomki. Najbardziej lubię, gdy nazywają mnie imieniem i nazwiskiem.

Dlaczego? Po prostu zrobiłem unik i zaplątały mi się nogi. Potknąłem się. Nie ma sensu nadawać temu specjalnego znaczenia. To był przypadek.

Oczywiście, że nie. W całej mojej karierze nie miałem takiej walki, która nie była walką. On cały czas uciekał.

Zupełnie bez sensu. Jeśli już odwoływać się do historii biblijnej, to Dawid wygrał z Goliatem, bo się z nim bił. Walczył z większym i silniejszym przeciwnikiem, był o krok od śmierci i jego wygrana była zasłużona. On nie uciekał. Nie biegał wokół Goliata.

Tak, ale to była komedia. To, co zrobił Haye, to był zwykły cyrk.

Nie powinienem był biegać za Haye’em, ale ja nie umiem stać w miejscu. Lubię się bić. Dla mnie wyjście na ring oznacza chęć do walki. Nie chcę za rywalem gonić ani z nim tańczyć. Boks to sport walki. Tam trzeba wymieniać uderzenia. Gdybym chciał biegać, zostałbym lekkoatletą.

Nie w tym rzecz. Byłem w stu procentach gotowy do tej walki, fizycznie i mentalnie. Jestem w świetnej formie. Widziałem, że Haye to szybki chłopak. Szybszy, niż ja mogę być. Powinienem popracować nad szybkością, żeby nadążać za takimi rywalami. Ale nie o to chodzi. Trudno mi to wyjaśnić. Nigdy więcej w swojej karierze nie dopuszczę do takiej walki. Potrzebuję przeciwników, którzy ważą ponad 100 kg. Mniejsi zawsze mają tę samą taktykę - biegać, uciekać, unikać walki. To nie fair. Dla mnie on nigdy nie powinien wygrać żadnej walki. Mam żal do sędziów, że mu dali zwycięstwo. Teraz będę szukać rywali, którzy lubią i rozumieją boks.

Nie mam pojęcia, nie wiem nawet kiedy. Chciałbym zmierzyć się z jednym z braci Kliczków, ale oni nie za bardzo chcą ze mną walczyć.

Niestety, nie udało się. Zabrakło tego jednego zwycięstwa.

Każdy ma prawo opinii. Szanuję to i przyjmuję krytykę, jeśli jest ona sprawiedliwa. Bezpodstawnej nie rozumiem i nigdy się z nią nie zgodzę.

Kilku odważnych jeszcze zostało. Nawet jak się boją, to za odpowiednią cenę stają się odważniejsi. Wszystko jest kwestią ceny.

Jasne, że chciałbym się bić z ludźmi mojego wzrostu. Byłoby to łatwiejsze, ale co mam zrobić, skoro nie ma takich dużych bokserów, a maluchów jest pod dostatkiem.

Właściwie to stresowałem się tylko, kiedy trzeba było kupić buty i ubranie. Buty szył mi szewc na zamówienie, po ubrania chodziłem do krawca. Jeśli chodzi o hotele, to nie było problemu, bo nie było zbyt wiele wyjazdów. Jeśli już przyszło mi nocować w nowym miejscu, to jakoś sobie radziłem. Łóżka wszędzie są dla mnie za krótkie.

Mama i tata mówili tylko: Boże, gdzie mu kupić ubrania! Nie wiem, skąd mi się to wzięło. A tatarskie korzenie? To jakieś babcine bajki. Tego dziadka Tatara nie widziałem na oczy, nawet moja mama go nie widziała. Pisanie bajek o Wałujewie to dość popularne zajęcie w Rosji.

Duży człowiek nigdzie nie ma łatwo. Jak zakończyła się awantura z dozorcą, który źle potraktował pana żonę, kiedy parkowała samochód w Petersburgu? Pana interwencja będzie miała skutki prawne?

Awantura? Nikogo nie uderzyłem. Podniosłem go tylko do góry za skórę, jak kota. Żadnych następstw nie będzie.

Nie. Jestem spokojnym człowiekiem. Mimo że jestem silnym mężczyzną, z nikim się nie biłem. Wiecie dlaczego? Bo zawsze wiedziałem, że milicja długo by mnie nie szukała. Za bardzo się wyróżniam z tłumu, żeby rozrabiać.

Takich odważnych to u nas nie ma. Nigdy w życiu nie miałem przypadku, żeby ktoś mnie zaczepił. Dziwicie się?

Jeżeli były takie sytuacje, to Gołota sam jest sobie winien. Bokser powinien wiedzieć, gdzie może iść, z kim i na co może sobie pozwolić. Ja nie chodzę w takie miejsca, gdzie chodzi Andrzej. Nawet jeśli są goście, którzy chcieliby ode mnie wyłudzić jakieś pieniądze, to ich nie dostaną. Unikam kłopotów, i tyle. Dozorca też nic ode mnie nie dostanie!

Gołotę, Tomasza Adamka, Darka Michalczewskiego - oczywiście, że o nich słyszałem. To dobrzy bokserzy. Co więcej mogę powiedzieć? Osobiście, żadnego z nich nie poznałem. W ogóle prywatnie nie znam żadnego Polaka.

To było, kiedy pierwszy raz wytrzymałem w ringu 12 rund. Było bardzo trudno. Potem poczułem, że w tym sporcie mogę wszystko.

To nieprawda. Po prostu starsi ludzie mówią: "za moich czasów, to ho, ho. To dopiero był boks". Kiedy się zestarzejemy, też będziemy tak mówić. Wszystko z przeszłości wydaje się lepsze. Bokserzy silniejsi, dziewczyny ładniejsze.

Boks w ZSRR był na takim samym poziomie jak teraz. Ale był za żelazną kurtyną. Teraz idę do ambasady, dostaję wizę i jadę walczyć. Mieliśmy bokserów, którzy spokojnie mogli stanąć w ringu z Amerykanami. Ale nie mieli takiej możliwości. Gdyby mieli, dominowaliby od dawna.

Mam ją na razie w głowie. Czekam na koniec kariery. Wtedy ją wydam. Będzie o wszystkim, co przeżyłem w ringu. Jeśli ktoś się nią zainteresuje, chętnie wydam ją i w Polsce. Zostawcie mi telefon, może zrobimy interes.

Na razie znamy go jako Bestię ze Wschodu, a już wkrótce może zostać mężem stanu

- Oglądanie go w telewizji się nie liczy. Yeti też tam widziałem - mówił King.

Słynny promotor ma talent do bon motów, ale do całej prawdy o Wałujewie nawet się nie zbliżył. Telewizja nie pokazuje jednego - wielkiej charyzmy Wałujewa. Kiedy siedzi się naprzeciwko niego i słucha niskiego, uspokajającego głosu, to charyzma robi największe wrażenie, nie 213 cm wzrostu, głowa wielkości monitora czy dłonie jak głębokie talerze. Bestia ze Wschodu emanuje klasą, skromnością, dystansem, siłą spokoju.

Wałujew przyjechał do Polski, żeby promować film "Kamienny łeb", w którym zagrał główną rolę. Rola może niezbyt trudna - bo to historia o bokserze - ale Wałujew wywiązał się z niej wyjątkowo dobrze. Zastrzegał jednak, że ze swoim bohaterem miał tylko tyle wspólnego, że jego też w młodości przezywali Łbem.

W Warszawie bokser spotkał się z dziennikarzami i publicznością. Uczestnicy spotkania opuścili kino w przekonaniu, że to, co Wałujew pokazuje w ringu, to nie jest jego ostatnie słowo. Być może nie wypowiedział go także jako aktor. Najbardziej pragnąłby zagrać rycerza Ilię Muromca. Ta postać z legend kształtowała tożsamość narodową Rosjan, a Wałujew też chce zawładnąć masową wyobraźnią swoich rodaków. Bo poważnie myśli o karierze politycznej. I nie jest bez szans.

mm

@RY1@i02/2009/223/i02.2009.223.000.0021.001.jpg@RY2@

Kadr z filmu "Kamienny łeb" w reżyserii Filippa Jankowskiego, w którym Wałujew zagrał główną rolę

Materiały prasowe

*Nikołaj Wałujew

ur. 1973, rosyjski bokser, były dwukrotny mistrz świata wagi ciężkiej WBA (7 listopada David Haye odebrał mu pas).

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.