Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Nie ma mowy o końcu teatru

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Dzisiaj na scenie narodowej w Warszawie długo oczekiwana premiera "Tanga" w inscenizacji Jerzego Jarockiego

Trochę mnie poirytował Jarosław Marek Rymkiewicz, strofując moich ulubionych dramatopisarzy jako grupę "spisku szyderców", w dodatku wywodzącą się jeszcze z trujących wyziewów PRL-u. Zajrzałem do "Tanga" (po prawie pół wieku) i uderzyło mnie ono energią, żywotnością i profesjonalnością. Dodatkowo przypomniałem sobie, że już w latach 70. czepiano się w Polsce twórców teatru, że widzieli w tej sztuce tylko miałką groteskowość, parodię, a przegapili jej wielkie serio. Nie było to ścisłe. Już w połowie lat 60. niemiecka krytyka dostrzegła w Axerowskim "Tangu" "boese Komik". O moim "Tangu" ze Starego Teatru krytyka pisała jako o "wstrząsającym przeżyciu", więc chyba była w tym naszym piętnowaniu teatru lekka przesada.

Tak. Trzeba pamiętać, że po 1968 roku Mrożek przez pięć lat był u nas zakazany. Przez ten czas świat się zmienił - rok 1968 na świecie i w Polsce, wkroczenie naszych i sowieckich wojsk do Czechosłowacji. Wszyscy zmądrzeliśmy, publiczność zaczęła potrzebować czego innego. Mrożek to wyczuł i zmienił ton swego pisarstwa. O "Tangu" zaś mawiał, że niesłusznie jest ono traktowane jako utwór groteskowy, podczas gdy on już groteski nie lubi, a wtedy użył jej jako ornamentu. Istotą "Tanga" są rzeczy poważne, może nawet tragiczne. Tak pisał Jan Błoński. Uważał, że Artur w swoim buncie zbliża się do bohaterów tragicznych.

Ten tekst ma w sobie komediowość wpisaną już w strukturę scen i budowę dialogów. Nie ma sensu tego burzyć, bo jest to przecież wartość "Tanga". Rzecz w tym, aby zachowując to, odnaleźć w nim powagę. Coś, co nazwałbym ludzką substancją Mrożkowskich bohaterów. To właśnie spowoduje, że nie musimy mieć tu do czynienia z kukłami ani karykaturami. Nie chciałbym, żeby inscenizacja poszła w stronę kabaretu, a takie granie jest pokusą dla każdego aktora, nawet najlepszego. W krakowskim "Tangu" z 1965 roku lepiej pracowało mi się z młodymi aktorami - Nowickim, Bińczyckim - niż starszym pokoleniem. I młodzieżowa publiczność zdecydowanie bardziej żywiołowo to przedstawienie przyjęła. Czy nowe "Tango" będzie równie dotkliwe dla dzisiejszej młodzieży? Chyba nie. Myślę jednak, że będzie wystarczająco poważne. Dlatego patrzę z nadzieją na Stomila, Eugeniusza, bo są to przecież adwersarze Artura. Jeśli będą wystarczająco mocni, Artur będzie miał z kim dyskutować.

Mrożek wyśmiewa awangardę uosabianą przez Stomila, tymczasem ja próbuję go w jakimś stopniu zrehabilitować. Staram się te postacie uwolnić od historii. Mnie bardziej zależy, by na Stomila spojrzeć jak na artystę dzisiejszego. Dlatego "nie robi w pacynkach", tylko tworzy przedstawienie o Adamie i Ewie w raju. Ogląda i osądza to jego sceniczna rodzina i publiczność w teatrze. To daje mu większą wiarygodność w późniejszych sporach z synem o sztukę. Natomiast Artur wchodzi wręcz w tematykę genderową. Pyta, kim jest. A kwestie poszukiwania tożsamości są trwałe, niezależnie od zmiany pokoleń.

Bałbym się wyciągać Edka z konstelacji, w której umieścił go Mrożek. On traktuje Edka jako siłę uśpioną, pozbawioną ideologii, za to gotową w każdej chwili ideologię przejąć.

Wielu. Byli chętni do wchodzenia w koalicje i układy, gdzie siła ich będzie potrzebna. Siła tworząca władzę. To jest u Mrożka. Wszechchamstwo w postaci Edka czeka na propozycje. Nieważne, czy przyjdą z lewa, czy z prawa. On chce tylko zaistnieć, a ma do dyspozycji tylko siłę. Mrożek nigdy nie ukrywał, że ta diagnoza dotyczy także Polski.

Nie do Polski, ale do PRL. Patrząc z oddali, dostrzegał bardzo wiele z naszej społecznej sytuacji. Widać to w "Pieszo", "Emigrantach", "Alfie", "Portrecie". Może zawdzięczał to podwójnej perspektywie. Własnej polskości, a z drugiej strony emigracji.

Sądzę, że tak, choć nie był to główny powód mojego nim zainteresowania. Cały świat odczuwa dziś potrzebę przebudowy neokapitalizmu. Czuć ferment. Wiele państw poszło w lewo, by wspomnieć tylko wybór Obamy. Myśl polityczna i filozofia ciągle szukają trzeciej czy raczej czwartej drogi. Do głosu dochodzą fanatyzmy. A o tym wszystkim mówi "Tango". Dlatego, szczególnie w końcówce, będzie tak odbierane.

Z tą wiernością literaturze sprawa nie jest oczywista. W 1958 roku, mając za sobą ledwie rok reżyserskiej kariery, buńczucznie zapowiadałem niezależność od literatury. Potem krytyka uznała mnie za reżysera sprzyjającego autorom. Była w tym prawda, ale też pułapka. Zawsze chciałem zrozumieć, co chciał napisać autor. Potem zobaczyć, co mu wyszło. Potem tak skonstruować spektakl, by odsłonić "to najważniejsze". Czasami ta operacja się udała i nie było widać szwów. Wtedy wszyscy byli szczęśliwi - i autor, i krytycy. Czasami operacja zbyt wiele odsłaniała krwawej prawdy o utworze. Wtedy autorzy czuli się poszkodowani. Krytyka zaś albo zupełnie nie zauważała ran zadawanych utworowi, albo biła mnie po łapach, że naruszyłem wspaniałe dzieło.

Wielu młodych reżyserów uczyłem. Niektórych podziwiam. Martwi mnie tylko to, że coraz mniej jest teatru w czystej postaci. Młodzi twórcy porzucają teatr na rzecz pracy na pograniczach filmu, multimediów, reklamy. W każdym spektaklu mamy dziś ekrany, najlepiej, żeby było ich jak najwięcej. Wszystko staje się uderzająco podobne. Rozumiem, że chcą w ten sposób nawiązać kontakt z młodą publicznością kinową. Edek w "Tangu" też mówi: "Wolę kino!".

Oczywiście, podobnie jest na "Kosmosie". Nie wszyscy nagle musimy robić teatr w stylu filmów Almodovara. Przypuszczam też, że młodzi kalkulują sobie, że to się lepiej sprzeda, przyniesie zysk.

Nie mam apokaliptycznych wizji. Nie ma mowy o końcu teatru. Potrzeba spotkania na scenie żywego człowieka ciągle przyciąga młodych wrażliwców. Czasami, bardzo rzadko, ekran pomaga w bardziej wnikliwym równoczesnym podglądaniu zakamarków wnętrza człowieka.

@RY1@i02/2009/212/i02.2009.212.000.017a.001.jpg@RY2@

Grażyna Szapołowska (Eleonora) i Jan Frycz (Stomil) podczas próby "Tanga"

Artur Chmielewski

@RY1@i02/2009/212/i02.2009.212.000.017a.002.jpg@RY2@

Jerzy Jarocki

Artur Chmielewski

jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów teatralnych. Najczęściej wystawiał Mrożka, Różewicza, Gombrowicza i Witkacego

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.