Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Z nurtem przygody, która nigdy się nie kończy

3 lipca 2018

Trzecia i ostatnia część cyklu opisującego niezwykłe podróże nominowane do finału konkursu Polskie Złote Wyprawy XX wieku, odbywającego się w ramach 11. Explorers Festivalu. Dziś opowiemy o zdobywcach naszych czasów, którzy samotnie lub w zespołach stawili czoła potędze natury: żeglarzu Leonidzie Telidze, polarniku Marku Kamińskim oraz kajakarzu Piotrze Chmielińskim. Zwycięzcę tej niecodziennej rywalizacji poznamy w listopadzie, w trakcie samego festiwalu.

Bezkresne oceany, wzburzone rzeki i lodowe pustkowia od wieków rozpalały wyobraźnię odkrywców, także w XX stuleciu. Nie zabrakło wśród nich Polaków. Każdy z wymienionych na własny sposób zmierzył się z bezwzględnym żywiołem, jednak wszyscy udowodnili, że bez względu na przeciwności losu warto realizować marzenia i dokonywać rzeczy niezwykłych.

"Nie marnować czasu, nie czekać" - tak powiedział kiedyś Leonid Teliga, próbując w kilku słowach określić sens życia. On sam z pewnością nie zmarnował swojego czasu. Któregoś dnia postanowił, że zbuduje jacht pełnomorski, nazwie go "Opty" (tak jak "optymizm") i samotnie opłynie kulę ziemską.

Jak postanowił, tak zrobił. Kapitan i jednocześnie jedyny członek załogi 25 stycznia 1967 r. wyruszył z Casablanki na zachód w trwającą dwa lata i 13 dni włóczęgę przez morza i oceany. Wyspy Kanaryjskie, Barbados, Galapagos, Tahiti... W trakcie swej podróży odważny żeglarz odwiedził najbardziej odległe od Europy porty na Ziemi. Kiedy okazało się, że nie otrzyma wizy wjazdowej do Australii, zdecydował się na rejs bezpośrednio do Casablanki. To 15,5 tys. mil morskich (prawie 25 tys. km) nieustającej żeglugi pośród zdradliwych prądów i nieprzewidywalnej pogody.

Podróż Teligi była walką nie tylko z żywiołem. Wyruszając w swój wielki rejs, żeglarz prawdopodobnie cierpiał już na rozwijającą się chorobę nowotworową. Gdy zbliżał się do Nowej Gwinei, przyszedł nagły szkwał, a rozhuśtany bom uderzył Teligę w podbrzusze, co dodatkowo pogorszyło stan jego zdrowia. W trakcie przejścia przez Cieśninę Torresa okazało się, że płynie złym kursem. Podczas awaryjnego kotwiczenia omal nie wypadł za burtę. Pomimo tych trudności Teliga opłynął Przylądek Dobrej Nadziei i wydostał się na Atlantyk.

Jednak nie był to jeszcze koniec jego dramatycznych przygód. 31 grudnia, gdy już chciał uczcić nadejście nowego roku 1968, nagła trąba powietrzna pozbawiła "Opty" tylnego masztu. Kapitan nie zrezygnował jednak z rejsu. Zdołał dopłynąć do Dakaru, a stamtąd do Casablanki.

Żeglarz wygrał walkę z trzema oceanami, jednak przegrał swój ostatni bój z wyniszczającą go chorobą. Leonid Teliga zmarł wkrótce po powrocie do kraju, uhonorowany tuż przed śmiercią wysokimi odznaczeniami. W uznaniu dokonań Teligi miesięcznik Żagle co roku przyznaje nagrodę jego imienia za zasługi w popularyzowaniu żeglarstwa. Jego książka "Samotny rejs Opty" weszła do klasyki światowej literatury marynistycznej. Sam kapitan jest po dziś dzień symbolem człowieka, który dzięki determinacji oraz woli walki potrafi realizować najśmielsze marzenia.

Dla Piotra Chmielińskiego wielkim wyzwaniem, a jednocześnie wielką namiętnością stały się najwspanialsze rzeki świata. To właśnie z tej pasji zrodziły się niezwykłe projekty, takie jak choćby Canoandes ’79, w trakcie którego kierowana przezeń polska ekipa przepłynęła nieprzebyty dotąd kanion rzeki Colca, drugi co do głębokości wąwóz na świecie. Po tym wyczynie Chmieliński stał się w Peru znany jako El Polacco - Polak, który ujarzmił Colcę.

Jednak prawdziwym uwieńczeniem jego osiągnięć był pionierski spływ Amazonką, od jej źródeł w Andach aż do samego ujścia w Atlantyku. Z dziesięcioosobowej grupy tylko on jeden przebył cały szlak. W grudniu 1992 r. New York Times uznał wyprawę Chmielińskiego za jedną z dwudziestu najważniejszych ekspedycji XX wieku. Jego nazwisko znalazło się obok takich sław, jak sir Edmund Hillary, pierwszy zdobywca Everestu, czy Neil Armstrong, pierwszy człowiek na Księżycu. Towarzystwo National Geographic zaliczyło książkę Joe Kane’a "Z nurtem Amazonki", poświęconą wyprawie Polaka, do setki podróżniczych bestsellerów wszech czasów.

Jednak wtedy, w 1985 r., nie było jeszcze mowy o zaszczytach i nagrodach. Ekipa miała do przebycia tysiące kilometrów spienionych wód, w których czaiły się setki niebezpieczeństw. Najtrudniejszym etapem ekspedycji był spływ kanionem Apurimac, źródłowej rzeki Amazonki. Ten skalisty wąwóz o długości 600 km jest na niektórych odcinkach dwukrotnie głębszy niż słynny amerykański Wielki Kanion. Kiedy się do niego wpłynie, to nie ma już odwrotu. Z sześciu poprzednich wypraw żadna nie pokonała tej bezdennej otchłani, a w dwóch przypadkach rzeka pochłonęła kajakarzy. W 1969 r. miesięcznik National Geographic oświadczył nawet, że rzeka nie nadaje się do przepłynięcia. Ekspedycja Chmielińskiego również napotkała ekstremalne trudności, a w kilku wypadkach jej uczestnicy otarli się o śmierć. W trakcie drogi skończyła im się żywność, a sam Polak złamał nos podczas pechowej wywrotki. Okazało się jednak, że prestiżowe czasopismo popełniło błąd, ponieważ kanion można było jednak pokonać kajakiem. A po następnych trzech miesiącach pełnych przygód, spotkań z dzikimi plemionami oraz walki z własną słabością podróżnik ujrzał atlantycką zatokę Marajo. "Królowa rzek", jak nazywają ją niektórzy, ustąpiła przed podróżnikiem z odległej Polski, który uwierzył, że można przekraczać granice ludzkiego poznania.

Za kołem polarnym nos samotnego podróżnika nie wyczuwa żadnego charakterystycznego zapachu. Jednak w takim miejscu nie tylko węch, ale również inne zmysły wystawione są na niezwykłe wrażenia. Oczy widzą tylko jedną, wszechogarniającą białą barwę, a uszy słyszą tylko monotonny dźwięk wiatru, przerywany czasem trzaskiem lodowej skorupy. Ta nieziemska kraina stała się celem ekspedycji Marka Kamińskiego, który rzucił wyzwanie mroźnym pustkowiom. 27 grudnia 1995 r., po 53 dniach wycieńczającego marszu, podróżnik doszedł do amerykańskiej stacji badawczej Amundsena-Scotta, położonej na biegunie południowym.

Zaledwie kilka miesięcy wcześniej Kamiński wraz z Wojciechem Moskalem stanął na znajdującym się po drugiej stronie globu biegunie północnym. Ten wybitny polarnik dokonał rzeczy z pozoru niemożliwej: jako pierwszy i jak dotychczas jedyny człowiek w historii dotarł w ciągu jednego roku do obu biegunów.

Podczas tych dwunastu miesięcy Kamiński nie tylko osiągnął krańce świata, ale również zbliżył się do granic ludzkiej wytrzymałości. Trapiły go zabójczy mróz, odmrożenia, samotność. Arktyka i Antarktyda nie oszczędzają śmiałków, którzy mają czelność zapuścić się na ich niegościnne ziemie. Po pierwszych trzydziestu dniach w drodze na biegun północny, kiedy dwaj polarnicy uszli zaledwie 100 km z 880 km trasy i zużyli połowę racji żywnościowych, mogło im się wydawać, że cel jest nieosiągalny. A jednak, krok po kroku, ciągnąc 120-kilogramowe sanie, pokonali własne słabości i dotarli do południka 90°.

Niewiele brakowało, by ta wyprawa zamiast sukcesem zakończyła się wielką tragedią. Ostatniego dnia ekspedycji, kiedy biegun północny był dosłownie na wyciągnięcie ręki, pod Kamińskim zapadł się mokry lód. Tylko opanowanie i stalowe nerwy uratowały polarnika przed mrocznymi wodami Oceanu Arktycznego. Przeżył i po kilku miesiącach wyruszył z Wyspy Berknera w kierunku serca Antarktydy. Tym razem nie miał ze sobą ani partnera, ani nawet radia. Dla Marka Kamińskiego ta samotna podróż była też wędrówką przez obszary nie skalane cywilizacją. Idąc przez śnieżne pustkowia, ten niezwykły polarnik udowodnił, że w dobie konsumpcjonizmu można żyć pełnią życia, pozostając jednocześnie w zgodzie z samym sobą.

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.184.0008.001.jpg@RY2@

Leonid Teliga na swoim jachcie

PAP

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.184.0008.002.jpg@RY2@

Marek Kamiński podczas wyprawy na biegun północny

Wojciech Moskal/FORUM

@RY1@i02/2009/208/i02.2009.208.184.0008.003.jpg@RY2@

Piotr Chmieliński w Manaus. Sukces już o krok

archiwum Explorers Festival

Głosować można do 30 października na maksymalnie trzy wyprawy na stronie

Wśród głosujących zostaną rozlosowane nagrody rzeczowe.

- kapitan żeglugi wielkiej, który jako pierwszy i jak dotychczas jedyny Polak dwukrotnie opłynął kulę ziemską. Za pierwszym razem płynął tak jak Teliga na zachód, ale po raz kolejny popłynął tzw. trasą pasatową, czyli w kierunku wschodzącego słońca. Odwiedził niezliczoną ilość portów, wielokrotnie zmagał się z groźną potęgą oceanów. Jednak żeglował nie tylko dla siebie, ale również dla młodego pokolenia. W latach 80. zorganizował "Szkołę pod żaglami", w której połączył naukę z wielką przygodą oraz szkołą życia.

- "Możesz utracić wszystko, ale nikt nie zabierze ci tego, co w życiu zobaczyłeś i przeżyłeś" - to życiowe motto tego podróżnika, który od lat przemierza najbardziej odległe zakątki naszej planety. Odwiedził 235 różnych państw i terytoriów zależnych i odbył dziewięć podróży dookoła świata, nigdy nie korzystając przy tym z zewnętrznego wsparcia finansowego. Swymi dokonaniami pokazuje, że do odkrywania świata potrzebna jest przede wszystkim pasja poznania, a nie ogromne pieniądze i sponsorzy.

- wybitny himalaista, pogromca trzynastu ośmiotysięczników. W 2006 r. podczas wejścia na ostatni z nich, Annapurnę, będąc pod samym wierzchołkiem, wraz z Piotrem Morawskim zdecydował się zawrócić, aby uratować życie tybetańskiemu alpiniście. Szczytu nie zdobył, ale udowodnił, że od sukcesu ważniejsze są zasady. Autor projektu "Trzy Korony", czyli zdobycia Korony Himalajów, Korony Ziemi (najwyższe szczyty siedmiu kontynentów) oraz Koronki Ziemi (szczyty drugie co do wysokości). W 2007 r. podczas Explorers Festivalu uhonorowany został nagrodą Explorer.

- blondynka, która śpiewa w Ukajali. Jej książka pod podobnym tytułem została pierwszą polską publikacją wydaną przez "National Geographic". Jako pierwsza Polka przebyła pieszo przesmyk Darien (pomiędzy Panamą i Kolumbią), nazywany "zachodnim biegunem dżungli".

- postać niemalże tak samo kontrowersyjna, jak niezwykła. Nieprzejednany antykomunista, odkrywca dzikich plemion Amazonii, podróżnik, członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie. Człowiek, którego książki "Gringo wśród dzikich plemion" oraz "Rio Anaconda" przez wiele miesięcy utrzymywały się na pierwszych miejscach list bestsellerów, pokazując nowemu pokoleniu czytelników magię odkrywania świata. Jego autorski program telewizyjny "Boso przez świat" zdobył złoty medal dla najlepszego dokumentu podróżniczego w konkursie New York Festivals 2008.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.