Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

O dziewczynach, funtach i rajdach mini cooperem

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Życie rapera na Wyspach Brytyjskich nie jest łatwe. No, chyba że jest to Dizzee Rascal, który singlami z albumu "Tongue’n’Cheek" zdeklasował w tym roku wszystkich.

Ten 24-letni raper bardzo szybko z cudownego dziecka londyńskiej ulicy stał się pupilkiem magazynów muzycznych i show-biznesu, zdobywając nagrodę Mercury.

Teraz wyrósł na popgwiazdę, która pozwala sobie nawet na złośliwe żarty z Kate Moss. Jest niezwykle zdolny i bezczelny, wyrzuca z siebie rymy jak szalony, lubi rapować o swoich codziennych perypetiach, dziewczynach, seksie i kasie. Ma szacunek nie tylko na undergroundowej scenie grime, z której się wywodzi, ale też przyjaźni się z Lily Allen czy członkami Arctic Monkeys. Natomiast przy okazji swojego czwartego albumu "Tongue’n’Cheek" zatrudnił sobie do pomocy jeszcze m.in. uznanych producentów muzyki klubowej, weterana Armanda Van Heldena i swojego rówieśnika Calvina Harrisa.

Oczywiście przygotowane przez nich dwa single "Bonkers" i "Dance Wiv Me" już okazały się największymi tegorocznymi hitami na listach - ale na tej płycie nie brakuje równie porywających kawałków. "Can’t Tek No More" oparte na samplu grupy Aswad "Warrior Charge" świetnie buja w rytmie reggae i dancehall, a oldszulowe "Dirtee Cash" pobrzmiewa tanecznymi rytmami z początku lat 90. za sprawą fragmentu "Dirty Cash (Money Talks)" The Adventures of Stevie V. Natomiast Rascal uwija się do tych podkładków jak w ukropie - potrafi czasami poważnie opowiadać o problemach brytyjskiej młodzieży, dotykającym wszystkich kryzysie ekonomicznym, ale najchętniej i tak beztrosko dzieli się wrażeniami z imprezy i ze szczegółami opisuje swoje obsceniczne wybryki. Słuchając takich utworów jak "Freaky Freaky", można odnieść nawet wrażenie, że mamy wręcz do czynienia z raperem z południa Stanów Zjednoczonych, a do tego w lekko upalonym "Chillin, Wiv Da Man Dem" czuć wyraźnie kalifornijski klimat. Co jednak różni Rascala od nich? Bez wątpienia londyński akcent, brytyjskie poczucie humoru pełne ironii oraz bezpretensjonalność. Nie ma tutaj miejsca na tani blichtr, szpanowanie złotymi łańcuchami i drogimi samochodami, są za to opisane na szybko wrażenia z kaskaderskiego przejazdu mini cooperem przez miasto czy do znudzenia powtarzane hasło "money, money, money, girl, girls, cash, cash" podane tym razem w funtach, a nie w dolarach.

"Tongue’n’Cheek" to z pewnością najmocniejsza pozycja w dorobku Rascala. Oczywiście współpraca z wieloma producentami - od drumandbassowego Shy FX po trance’owego Tiesto - doprowadziła do tego, że cały materiał nie jest do końca spójny jak doskonały debiut "Boy In Da Corner". Ale jednocześnie przewyższa jego ostatnie albumy. Nawet jeśli "Tongue’n’Cheek" to tylko składanka singli, to stoją one naprawdę na wysokim poziomie. Dizzee Rascal jest niepowtarzalny.

@RY1@i02/2009/205/i02.2009.205.000.017a.101.jpg@RY2@

Dizzee Rascal

Universal Music

Jacek Skolimowski

jacek.skolimowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.