Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Dwudziestolecie odkrywców pionierów i ryzykantów

3 lipca 2018

W drugiej części cyklu, opisującego niezwykłe podróże nominowane do finału konkursu Polskie Złote Wyprawy XX wieku prezentujemy trzy ekspedycje z czasów II Rzeczypospolitej. W poprzednim numerze, przedstawiliśmy sylwetki himalaistów. Pisaliśmy m.in. o zdobywcach Nanda Devi w 1939 r.

Podróżnicy z okresu Polski międzywojennej na trwałe zapisali się w historii światowej eksploracji. W ciągu krótkiego, zaledwie dwudziestoletniego okresu niepodległości dokonywali rzeczy niezwykłych. Zamiast ogromnych środków finansowych niezbędnych do prowadzenia dzisiejszych wypraw eksploracyjnych mieli tylko upór, odwagę i wielką pasję poznania. Często zapomniani i niedoceniani, dopiero dzisiaj przywracani są zbiorowej pamięci.

Przez Afrykę na rowerze

"Był człowiekiem o ogromnej wyobraźni i ogromnej odwadze, człowiekiem nieustraszonym" - tak Ryszard Kapuściński oceniał Kazimierza Nowaka. I chyba nie ma w tych słowach przesady, bo jak inaczej opisać kogoś, kto samotnie przebył Afrykę? I to w obydwie strony: z północy na południe i z powrotem.

W 1931 r. Nowak wyruszył z libijskiego Trypolisu, a w 1936 r. stanął we francuskim Algierze. Pięć długich lat spędził podróżując rowerem, pieszo oraz czółnem przez spalone słońcem pustynie i tonące w deszczu lasy równikowe.

Podczas swojej wyprawy Nowak namacalnie odczuł obecność conradowskiego jądra ciemności. Wiele razy otarł się o śmierć, ale dzięki niezwykłemu hartowi ducha, wielkiej odwadze i szczęśliwemu losowi pokonał wszystkie niebezpieczeństwa.

Podróż po Afryce również dziś może być wyprawą pełną niebezpieczeństw. Tym bardziej trudno było poruszać się po tym kontynencie kilkadziesiąt lat temu, gdy nie było tam jeszcze dróg ani kolei. Pamiętajmy wreszcie, że Polska nie była wówczas imperium kolonialnym posiadającym - jak Francja czy Anglia - ogromne afrykańskie obszary. Na Czarnym Lądzie nie czekały zatem na Nowaka zastępy usłużnych urzędników i wojskowych. Samotnego wędrowca witały tam tylko dzikie zwierzęta i jadowite insekty. To prawdziwy cud, że Nowak nie zapadł na żadną ze śmiertelnych chorób, które w owym czasie trapiły zarówno rdzennych mieszkańców Czarnej Afryki, jak i przemierzających ją podróżników.

Ale może właśnie dlatego że podróżował samotnie, spotkał się z ogromną życzliwością i gościnnością odwiedzanych po drodze plemion. I potrafił tę życzliwość odwzajemnić. W czasach gdy Europejczycy zajmowali się systematyczną grabieżą oraz wyzyskiwaniem rdzennych mieszkańców Afryki, Nowak dostrzegał niezwykłe piękno oraz kulturową niepowtarzalność tego kontynentu. Podróżnik celowo omijał kolonialne miasta, brzydząc się chciwością i rozpustą europejskich zarządców, myśliwych czy łowców skarbów. "On uczył nas, jak traktować Trzeci Świat i jego mieszkańców" - powiedział Kapuściński o skromnym urzędniku pocztowym, który już na długo przed ekspertami z ONZ wiedział, że afrykańskim ludom należą się szacunek i prawo do życia w wolności. Włącznie z prawem do samostanowienia.

W skórzanych butach po andyjskich graniach

W tym samym czasie, gdy Nowak powracał z Afryki do Europy, na drugim krańcu świata jego rodacy rozpoczynali właśnie zdobywanie najbardziej niedostępnych partii gór w południowoamerykańskich Andach.

Członkowie II Polskiej Wyprawy Andyjskiej postawili sobie wyjątkowo ambitny cel: eksplorację najwyższych szczytów na obrzeżach niegościnnej pustyni Puna de Atacama. Na ponury krajobraz tych okolic składają się widoki spalonych słońcem dolin i niecek wyschniętych słonych jezior omiatanych ostrym wiatrem od gór. Ekspedycja pod kierownictwem Justyna Wojsznisa dotarła w 1937 r. do tego księżycowego pustkowia, nad którym wznosi się Ojos de Salado (6893 m), najwyższy wulkan na świecie i jednocześnie drugi szczyt obu Ameryk (po Aconcagui).

Jako pierwsi zdobyli go właśnie Polacy. Mając do dyspozycji jedynie sizalowe liny oraz ciężki i prymitywny ekwipunek, po sześciu dniach mozolnej wspinaczki podróżnicy pokonali zdradliwy krater. Po raz kolejny okazało się, że od sprzętu ważniejsze są umiejętności, determinacja i siła woli.

Jak wielkie musiało być zdziwienie Matthiasa Rebitscha stojącego na czele ogromnej wyprawy z 1956 r., gdy na szczycie góry ujrzał kopczyk kamieni oraz metalową puszkę z imionami Polaków. Rebitsch napisał potem w swojej książce: "Weszli od innej niż ja, o wiele trudniejszej strony. Polscy alpiniści dokonali wówczas rzeczy wspaniałej". Poza kolosem Ojos de Salado alpiniści zdobyli również kilka innych sześciotysięczników, w tym imponujący Nevado Pissis.

Ta niezwykła ekspedycja tak zafascynowała Wojciecha Lewandowskiego, alpinistę i wykładowcę na Uniwersytecie Warszawskim, że w ostatnich latach odbył on kilka wypraw śladami tamtych śmiałków. "Fascynująca była magiczna więź z nimi i poczucie powinowactwa duchowego" - mówi podróżnik.

Jednak wyprawa z 1937 r. była nie tylko alpinistyczną przygodą, lecz także ekspedycją naukową. W jej trakcie odkryto wiele nieznanych gejzerów oraz jezior lodowcowych. "Jej wyjątkowość polegała na wymazywaniu białych plam z mapy Ameryki" - ocenia Lewandowski.

Pionier w garniturze nad Atlantykiem

Ku zaskoczeniu obsługi lotniska z niewielkiego samolotu wyszedł dystyngowany mężczyzna w nienagannie skrojonym garniturze, kapeluszu i krawacie. Jednak w prawdziwe zdumienie wprawił kierownika radiostacji fakt, że ten dżentelmen przybył z Saint Louis de Senegal leżącego po drugiej stronie Atlantyku.

Tego dnia, 8 maja 1933 r., Stanisław Skarżyński samolotem RWD-5bis samotnie przeleciał Ocean Atlantycki i wylądował w brazylijskim Maceio. Samolot Skarżyńskiego bezpiecznie wylądował na płycie brazylijskiego lotniska.

Komisarz lotu z Senegalu, pan de Vieux, nie wierzył w powodzenie tego lotu. Kiedy usłyszał o zamiarze Polaka, wykrzyknął tylko: "To szaleństwo! Czyste szaleństwo!". Polak poleciał bez sekstansu (nie można go obsługiwać jedną ręką) oraz bez radia, spadochronu i łodzi ratunkowej, które zbytnio obciążyłyby maszynę. Skarżyński był pierwszym Polakiem, który dokonał tego wyczynu, jednocześnie ustanawiając światowy rekord odległości w klasie II samolotów turystycznych. Na dodatek jego RWD-5bis, czyli zmodyfikowana wersja maszyny RWD-5 projektu Wigury i Żwirki, pozostaje do tej pory najmniejszym samolotem, który kiedykolwiek pokonał Atlantyk. Słynny amerykański Voyager z lat 80. był prawie trzykrotnie cięższy od polskiej konstrukcji.

Samotny przelot nad Atlantykiem był nie tylko ogromnym osiągnięciem samego Skarżyńskiego, lecz także triumfem polskiej myśli technicznej okresu międzywojennego. Polscy konstruktorzy udowodnili, że znajdują się w czołówce światowej myśli aeronautycznej.

Wyzwanie rzucone oceanowi miało swój tragiczny epilog dziewięć lat później: bohaterski pilot zginął w Morzu Północnym, powracając z lotu bojowego nad Bremą. Hitlerowska obrona przeciwlotnicza strąciła jego samolot nad wybrzeżem Holandii. Wojny nie przetrwał również pionierski samolot Skarżyńskiego: zagrabili go Rosjanie po agresji na Polskę w 1939 r. Jednak dokonania Skarżyńskiego do dzisiaj rozpalają wyobraźnię miłośników przestworzy.

@RY1@i02/2009/203/i02.2009.203.184.006a.001.jpg@RY2@

W górach Nowak częściej pchał rower, niż na nim jechał

Wyd. Sorus/mat. prasowe

@RY1@i02/2009/203/i02.2009.203.184.006a.002.jpg@RY2@

Ppłk Stanisław Skarżyński i jego maszyna

Janusz Fila/FORUM

@RY1@i02/2009/203/i02.2009.203.184.006a.003.jpg@RY2@

Wyprawa andyjska - to zdjęcie ocalało z wojennej pożogi

z książki "W górach Atacamy", Nasza Księgarnia 1957

Tomasz Grzywaczewski

Za tydzień opowiemy o rejsie dookoła świata, o przepłynięciu przez od źródeł do ujścia Amazonki i o zdobyciu obu biegunów przez .

JAK GŁOSOWAĆ

Głosować można do 30 października na maksymalnie trzy wyprawy na stronie

Wśród głosujących zostaną rozlosowane nagrody rzeczowe.

PODRÓŻNICY II RP

Antoni Ferdynand Ossendowski

- pisarz, dziennikarz i podróżnik. Człowiek o życiorysie tak barwnym, że można na jego podstawie nakręcić kolejne części Indiany Jonesa. Jego książka "Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów", w której opisał swoją podróż przez Mongolię i spotkanie z baronem Ungernem, ostatnim wielkim chanem Mongołów, stała się światowym bestsellerem przetłumaczonym na kilkanaście języków. Ossendowski łączył zamiłowanie do podróży z mocnym patriotyzmem, połączonym z zaangażowaniem w walkę z systemem komunistycznym. To właśnie on przekazał na Zachód tzw. teczkę Sissona, która zawierała dokumenty potwierdzające, że Lenin był niemieckim szpiegiem.

Mieczysław Lepecki

- żołnierz, podróżnik i pisarz. Walczył w Legionach, po wojnie był adiutantem marszałka Piłsudskiego. Kierował rządową misją na Madagaskar, której celem było rozpoznanie wyspy typowanej wówczas na polską kolonię. Jednak jego prawdziwą pasją były samotne podróże, głównie do Ameryki Południowej, którą poznał jak własną kieszeń: od dziewiczych lasów Amazonii i Paragwaju, po zapomniane zakątki Mato Grosso, góry Peru i Boliwii, aż po Ziemię Ognistą. Wydał kilkadziesiąt książek, w których opisuje swoje wyprawy.

Arkady Fiedler

- rasowy podróżnik-literat, który szybko w cień usunął całą naszą dotychczasową literaturę podróżniczą - tak opiniowali jego książki przedwojenni krytycy. Ten wybitny podróżnik odwiedził niemal każdy zakątek naszego globu, docierając do najbardziej niedostępnych miejsc na ziemi. Przez rok mieszkał w "gorącej wsi Ambinanitelo" na Madagaskarze, gdzie poślubił miejscową Malgaszkę.

Wacław Korabiewicz

- podróżnik i pisarz, który przybliżył polskim czytelnikom najróżniejsze egzotyczne miejsca, a w szczególności Afrykę. Zanim jednak wyruszył na Czarny Ląd, dokonał innych niezwykłych wyczynów: dopłynął kajakiem do Grecji i Turcji, a w 1934 r. odbył podróż szlakami wodnymi do Indii. W trakcie wojny penetrował południowoamerykańską dżunglę. Swoje ówczesne przygody opisał w książce "Mato Grosso".

Tadeusz Perkitny i Leon Mroczkiewicz

- dwóch młodych naukowców, którzy pewnego poranka 1926 r. wyruszyli z Poznania w podróż dookoła świata. W kieszeni mieli 100 zł, słoik powideł, zapas kiszonych ogórków oraz wielką ciekawość świata. Do domu powrócili po czterech latach, w trakcie których układali tory kolejowe w Brazylii, pracowali jako geodeci w dżunglach Indochin oraz przemierzyli samochodem Afrykę.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.