Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Północna zbrodnia do składania

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Jak zmajstrować skandynawski kryminał z prefabrykatów? Być może nie jest to wcale takie trudne. Oto garść porad dla początkujących

Skandynawskie kryminały triumfują - panoszą się na rynku i w sercach czytelników, wygrywając w konkurencji nawet z literaturą anglojęzyczną. Wywołują też automatycznie pewien zestaw skojarzeń - w skład tego zestawu wchodzi lewicowa społeczna wrażliwość połączona z mocno krytycznym spojrzeniem na stosunki władzy, ponadto surowy klimat i równie surowa przyroda, dbałość o tło obyczajowe, tradycyjna dla nordyckiej literatury umiejętność przeniknięcia zasłony rodzinnej prywatności, szacunek dla ciężkiego policyjnego rzemiosła, zdecydowanie rzadziej poczucie humoru. Brak tu w zasadzie superbohaterów, jest za to - wywodzące się najpewniej z protestanckiego egalitaryzmu - poczucie sprawiedliwości i społecznej solidarności.

Ale skojarzenia to jedno, a pisarski warsztat - to już coś całkiem innego. Ową różnicę widać wyraźnie teraz, w momencie gdy pierwsza fala tych powieści przetoczyła się już przez nasze księgarnie, a wydawcy próbują dyskontować sukces niekwestionowanych liderów - Henninga Mankella czy Stiega Larssona - publikując pozycje twórców mniej u nas znanych. Wszyscy oni korzystają z wypracowanych wzorców, które Skandynawowie powinni chyba po prostu opatentować, ale robią to, przyznajmy, ze zmiennym powodzeniem. Mam na myśli to, że nie każda książka opatrzona reklamowym hasłem "Nowy Man-kell" zasługuje na uwagę. Kryminały z Północy nierzadko składa się dziś niczym klocki Lego albo meble z Ikei (nie uwłaczając ani klockom, ani meblom).

Oczywiście, takie po części są prawa literatury gatunkowej - zawsze będzie zawierała elementy standardowe i powtarzalne. Z literaturą gatunkową jest trochę jak z fast foodem. To jednak nie znaczy, że nie wolno nam się zastanawiać, co właściwie jemy w tej bułce posypanej sezamem. Gdybyś, drogi czytelniku, miał ochotę samemu przyrządzić skandynawski kryminał, poniżej znajdziesz parę generalnych wskazówek.

Zanim wymyślisz sobie bohatera, musisz znaleźć miejsce. Larsson miał (przeważnie) Sztokholm, Mankell - Ystad, Nesbo/ ma Oslo, Staalesen - Bergen, Kallentoft - Linköping. Nie istnieje w gruncie rzeczy kryminał bez miasta. Nie powinna to być wydmuszka rodem z przewodnika turystycznego, ale miasto pełnokrwiste, współczesne, wielowymiarowe, osadzone w codzienności. Jeśli denerwują cię miasta, wybierz wyspę, chociaż wyspa - przestrzeń naturalnie zamknięta - wymusza całkiem inną opowieść: najlepiej jakiś duszny dramat rodzinny rozgrywający się wśród konserwatywnych i kostropatych tubylców.

Ale samo miejsce nie wystarczy, potrzebne jest jeszcze to, co się po angielsku zgrabnie nazywa "social setting" - środowisko społeczne, w którym ulokujesz zbrodnię. Nie ryzykuj z dzielnicami nędzy - nikogo w gruncie rzeczy nie obchodzą złe rzeczy, które czynią sobie wzajemnie biedacy. Dużo ciekawsze jest to, co kryje się za fasadą porządku i dostatku. Celuj, krótko mówiąc, w klasę średnią - to jej członkowie wykazują się najwyższym poziomem zewnętrznego konformizmu, a zatem mają najwięcej do ukrycia. Jeśli masz lewicowe zacięcie, możesz uderzać w bogaczy i korporacje, ale uważaj - może być trudno uniknąć karykatur i stereotypów. Jeżeli posiadasz duszę anarchisty, wal w państwo, mając wszelako na uwadze, że nie każdy jest Stiegiem Larssonem.

Dopiero teraz przychodzi czas na wybór przestępstwa, a właściwie - jego motywacji. Do wyboru pozostaje w zasadzie pięć wariantów: władza, ideologia, pieniądze, seks i zemsta. Miłość raczej odpada - świat jest na tyle zepsuty, że zabójstwo z miłości to pensjonarski banał. Owe pięć wariantów przy odrobinie szczęścia i talentu można rozegrać łącznie - z pożytkiem czyni to choćby Jo Nesbo - i właściwie dla sensownego efektu zawsze trzeba te motywacje mieszać. Skandynawowie wyspecjalizowali się we wpisywaniu ich w toksyczne historie familijne, ty też możesz spróbować, choć będzie to wymagało odwagi i otwarcia się na ból. Zajrzyj też do listy biblijnych przykazań i grzechów. Poczytaj gazety, zastanów się nad efektami globalizacji i migracji - to może być całkiem pożyteczne doświadczenie.

Teraz potrzebujesz przestępcy i jego ofiary. To jeden z trudniejszych wyborów. Wedle nordyckiej recepty bowiem zło nie jest immanentne, ale stanowi produkt społecznej praktyki i patologii. Zbrodniarz to w pewnym sensie także ofiara - przez jego osobę dokonuje się przecież krytyki całego systemu. Podobnie zresztą sprawy się mają z tymi, którzy ponoszą śmierć w wyniku działań bandyty - jego rękami zabija ich społeczeństwo (albo polityka czy idelogia). W skandynawskim kryminale nie znajdziesz klasycznych amerykańskich psychopatów, którzy zabijają, bo sprawia im to przyjemność i już się tacy urodzili. Skandynawom obca jest manichejska wizja świata. Pamiętaj o tym.

Na koniec został nam bohater. Jego płeć wydaje się obojętna - kobiety funkcjonują w tym kontekście równie sprawnie co mężczyźni. W biografii twojego bohatera więcej jest upadków niż wzlotów, więcej traum niż szczęśliwych chwil. Nie może być za młody - gówniarze niczego nie wiedzą o życiu. Nie może być za stary - wtedy nie napiszesz dziesięciotomowego cyklu. Mówimy raczej o singlu niż człowieku w stałym związku (dobrze sprawdzają się rozwodnicy). Raczej o pracoholiku niż nierobie. Raczej o frustracie niż pięknoduchu. Znajdź mu chociaż jeden fajny nałóg (nie musi to być koniecznie wódka, może być seks), jedno fajne hobby (unikaj muzyki poważnej - wyeksploatowana), jeden charakterystyczny tik, jedną specyficzną chorobę, jedną rzecz z przeszłości, za którą cholernie mu wstyd. Wymyśl mu rodziców, z którymi prawie nic go nie łączy, i dzieci, które rzadko widuje. Nie zapominaj, że nawet największy odludek nic nie zdziała samotnie - potrzebuje zespołu, który nie będzie się składał z kartonowych stojaków. Obdarz go intuicją, cholerycznym temperamentem, wrażliwością na ludzką krzywdę (ludzie nie lubią cyników, chociaż cynicy są ciekawi literacko - może nada się jakiś współpracownik?).

I to właściwie wszystko. Przed tobą parę miesięcy porządnego researchu i możesz zaczynać. Czekam na efekty. Może tak właśnie przeniesiemy Skandynawię do Polski?

@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.196.0037.001.jpg@RY2@

FOT. YELLOW BIRD

Kadr z filmu "Dziewczyna, która igrała z ogniem" - drugiej części ekranizacji trylogii "Millennium" Stiega Larssona

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.