Politycznie poprawny Dawid pokonał kasowego Goliata
Przegrana "Avatara" Camerona z "Hurt Locker. W pułapce wojny" nie zmniejszy zainteresowania kinem trójwymiarowym
Klęska kasowego hitu wszech czasów nie jest zaskoczeniem. Nie pierwszy raz w historii hollywoodzcy akademicy nie uhonorowali tytułu, który podbił kina i uznawany był za milowy krok naprzód w rozwoju techniki filmowej. Statuetek za "Park Jurajski" i "Gwiezdne wojny" nie dostali przecież Steven Spielberg ani George Lucas. Nie zaowocowało to jednak spadkiem zainteresowania widzów ani odwrotem wielkich wytwórni od tego typu produkcji. Wręcz przeciwnie, w kinowym światku zaroiło się od naśladowców próbujących zdyskontować sukces Amerykanów. Nie należy się więc spodziewać, że porażka "Avatara" w najbardziej prestiżowych kategoriach wywoła podobny skutek. Inwazji trójwymiarowych filmów nie da się zatrzymać. W kinie dla dzieci to już właściwie standard produkcji. Trwają też prace nad projektorami, które zastąpiłyby kłopotliwe okulary do oglądania 3D.
Tegoroczna edycja nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej przejdzie do historii z innego powodu. Po raz pierwszy w dziejach nagrodę za reżyserię otrzymała kobieta - Kathryn Bigelow.
Jej film "Hurt Locker. W pułapce wojny" zgarnął aż sześć statuetek.
Na fali filmów postirackich obraz Bigelow wyróżniało odejście od demaskatorskiej tonacji, skupienia na kompletowaniu listy oskarżeń pod adresem administracji George’a W. Busha. Tymczasem reżyserka pokazuje wojnę jako niemal narkotyczne uzależnienie. Nie pokazuje żołnierzy zdemoralizowanych przez wojnę, ale bohaterskich saperów wykonujących bodaj najniebezpieczniejszą misję rozbrajania bomb podkładanych w gruzach i samochodach-pułapkach, udaremniania samobójczych zamachów, rozbrajania przydrożnych min. Owszem, żyją ci żołnierze w ciągłym stresie, odliczają dni do końca służby, ale nie zamieniają się w zdehumanizowane psy wojny. Eldridge (Brian Geraghty) chce tylko przetrwać, zdaje sobie sprawę, że każda chwila może być tą ostatnią, szuka pomocy u psychologa, buntuje się przeciw grozie śmierci. Sanborn (Anthony Mackie) dopiero pod koniec uświadomi sobie wartość życia, poczuje, jak bardzo chciałby mieć syna. Ich dowódca, główny bohater, sierżant James (Jeremy Renner), wciąż igra ze śmiercią. Takie rozłożenie akcentów początkowo zresztą szkodziło filmowi - mimo że miał premierę latem 2008 roku na festiwalu w Wenecji, przez długi czas nie było dystrybutorów chętnych, by wprowadzić go do kin. Teraz doceniony przez Akademię film Bigelow ma szansę na drugie życie w kinach. Co ciekawe, "Hurt Locker" nie tylko pokonał wystawnego "Avatara" w najważniejszych kategoriach: film roku, reżyseria i scenariusz oryginalny, ale wyprzedził także film Camerona w tak zwanych kategoriach technicznych (montaż, dźwięk i montaż efektów dźwiękowych), w których tamten był pewniakiem. Film o kosmitach z planety Pandora został z zaledwie trzema statuetkami: za zdjęcia, efekty specjalne i scenografię.
Porażki "Avatara" można się było spodziewać. Zastanawiano się, na ile ten, powstały w dużej mierze w komputerze, obraz może w ogóle startować w kategorii filmów fabularnych, nie animowanych. Wielu krytyków dostrzegło też pozorne nowatorstwo "Avatara". 3D nie jest przecież w kinie nowością, aktorstwo typu performance capture - to też nie był pomysł Camerona. Najbardziej radykalni postulowali stworzenie nowych kategorii oscarowych obejmujących "kino z komputera".
Tegoroczna gala jeszcze raz udowodniła, że Oscary to nagroda ostatnimi laty bardzo upolityczniona. Jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że Ameryka wciąż nie otrząsnęła się z wojennej traumy, sukces filmu Bigelow nie powinien dziwić. Świetnie spełnił on zapotrzebowanie na artystyczną puentę polityki władz USA, na którą Hollywood czekało od kilku oscarowych edycji.
Nagrody w pozostałych kategoriach właściwie nie wzbudzały większych emocji - bo przyznano je wedle wcześniejszych oczekiwań. Za rolę pierwszoplanowe, podobnie jak Złote Globy, Oscary otrzymali Jeff Bridges ("Szalone serce") i Sandra Bullock ("The Blind Side").
Tegoroczne nagrody aktorskie są doskonałym przykładem tego, jak zachowawcza i konserwatywna jest Amerykańska Akademia Filmowa. Wedle statystyk składa się ona w przeważającej części z białych mężczyzn po sześćdziesiątce. Ci zaś lubią kino proste, z jasnym przesłaniem i takie właśnie główne role nagrodzili. "Szalone serce" to standardowa hollywoodzka historia, mówiąca, że nie ma takiego upadku, z którego nie można by się podnieść. "The Blind Side" z kolei to najbardziej konwencjonalny (pod względem fabuły i treści) z nominowanych tytułów.
Niespodzianek nie było przy rolach drugoplanowych, ale te przynajmniej nie budziły żadnej dyskusji. Nagrodzono fantastyczną Mo’Nique za rolę sadystycznej matki w przejmującym dramacie "Precious: Based on the Novel Push by Sapphire", który został także wyróżniony w kategorii adaptowany scenariusz. Bezkonkurencyjny po raz kolejny okazał się też Christoph Waltz jako pułkownik Landa z "Bękartów wojny" Tarantino.
"Hurt Locker" to bodaj najtańsza produkcja w historii Oscarów, która otrzymała tytuł filmu roku. Organizatorzy gali zazwyczaj bywają bardzo ostrożni z nagradzaniem i nominowaniem takich filmów, bo często nadobecność kina niekomercyjnego źle wpływa na wyniki oglądalności transmisji imprezy. Dwa lata temu, kiedy triumfował mroczny "To nie jest kraj dla starych ludzi" braci Coenów, gala zanotowała najniższą oglądalność w historii. Z drugiej strony w przypadku filmu Bigelow zainteresowanie podsycał sam temat, zdaniem reżyserki mocno cenzurowany w amerykańskich mediach.
Dla upragnionych rzesz telewidzów (czas reklamowy podczas oscarowej nocy należy do najdroższych) w tym samym stopniu co nagrody ważny jest tak zwany show. Tegoroczni gospodarze - Steve Martin i Alec Baldwin, choć mieli wszelkie dane, by poprowadzić udaną galę, poradziła sobie średnio. Powtarzane dowcipy nawiązujące do ich występu w "To skomplikowane" nużyły. Chyba najmocniej zapisze się w pamięci widzów Ben Stiller, który prezentował kategorię charakteryzacja w przebraniu mieszkańca planety Pandora z filmu "Avatar" (wygrał zresztą "Star Trek"). Jako medialny show tegoroczne Oscary nie były niestety udane. Gala była taka jak same nagrody: rozsądna, bez szaleństw i nieprzewidywanych zwrotów.
była nagroda dla aktorskiego filmu krótkometrażowego filmu "The New Tenants" ze zdjęciami Pawła Edelmana.
na "Hurt Locker. W pułapce wojny" e-mail od producenta filmu o mały włos nie spowodował wyrzucenia go z listy nominowanych.
krótkometrażowy (nominacja dla naszego "Królika...") oglądają wszystkie filmy podczas jednego seansu i od razu po nim muszą oddać głos.
@RY1@i02/2010/047/i02.2010.047.000.0015.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Zdobywca Oscara w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy, Austriak Christoph Waltz, nie miał godnych siebie konkurentów
@RY1@i02/2010/047/i02.2010.047.000.0015.002.jpg@RY2@
Magdalena Michalska
magdalena.michalska@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu