Jak narodziła się tragiczna legenda Heatha Ledgera
Najnowszy film Terry’ego Gilliama stał się legendą już przed premierą jako swoiste epitafium dla Heatha Ledgera. Przedwczesna, tragiczna śmierć dała mu drugie życie.
Rola Jokera w "Mrocznym rycerzu" przyniosła mu pośmiertnego Oscara, zrodziła kult. Ale nie była wcale ostatnią. Ostatnią zagrał właśnie w "Parnassusie", który w piątek wchodzi na nasze ekrany. W "Parnassusie" Ledger po raz pierwszy pojawia się na ekranie z pętlą na szyli, gdy ma zostać powieszony. W następnej scenie kaszlący i dławiący się powraca do życia. To ujęcie stało się niemal profetyczne. Po nakręceniu tej sceny, w przerwie między zdjęciami, Heath Ledger pojechał na chwilę do Nowego Jorku. Dwa dni później, 22 stycznia 2008 roku, świat obiegła wieść o jego śmierci wskutek przedawkowania środków nasennych. W "Parnassusie" zdążył nakręcić jedynie dwie trzecie zaplanowanych scen, a od projektu zaczęli odwracać się sponsorzy. Aby jednak ocalić rozpoczęte dzieło, Gilliam do jego roli zatrudnił trzech innych gwiazdorów: Johnny’ego Deppa, Colina Farrella i Jude’a Lawa. Wszyscy trzej zagrali za darmo, honoraria przekazali rodzinie zmarłego. Niewygórowana to cena za możliwość przekonania się, jak to jest stać się na chwilę Heathem Ledgerem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.