Melodramat równoległy
Jak na nagrodzone w Sundance kino niezależne "Druga Ziemia" za bardzo przypomina hollywoodzkiego wyciskacza łez z kompletnie bzdurną intrygą
Film Mike’a Cahilla wypłynął na fali nowego science fiction: obliczonego nie na efekty specjalne i kosmiczne rozróby, ale na głębokie pytania zawarte w scenariuszu. "Moon" Duncana Joesa, "Melancholia" Larsa von Triera, "Strefa X" Garetha Edwardsa sięgały po decorum gatunku SF, by drążyć kwestie człowieczeństwa. "Druga Ziemia", napisana przez Cahilla wraz z grającą główną rolę Brit Marling, z pozoru przynależy do tego samego nurtu, jednak jest niezbyt dobrym melodramatem, próbującym ukrywać swoją miałkość pod zasłonką ambitnego SF.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.