Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Rodzina geniusza

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

"Siostra Mozarta" to luźny zapis koncertowej trasy rodziny genialnego kompozytora. Bo kto wie, czy gdyby nie menedżerskie zdolności jego ojca młody pianista kiedykolwiek miałby okazję zagrać na królewskim dworze.

Film nie miał jednak traktować o Wolfgangu Amadeuszu, a na pewno nie bezpośrednio, choć w trakcie seansu usłyszeć można kilka jego młodzieńczych utworów. O ile więc wybitność Mozarta nie podlega dyskusji, niewiele wiemy na temat twórczości jego siostry, Marii Anny zwanej Nannerl. Reżyser René Féret stawia ją niemal na równi z bratem, sugerując, że gdyby nie autorytarny, acz kochający ojciec oraz panujące wówczas uwarunkowania społeczne, dzisiaj słuchalibyśmy muzyki Nannerl z równym zaangażowaniem. I być może w teorii tej jest wiele prawdy, wszak sam mistrz w listach zachwycał się utworami swojej siostry. Nigdy jednak nie będzie nam dane zweryfikować prawdziwości tych twierdzeń - w filmie pozbawiona złudzeń Nannerl pali zapisane nutami karty.

Kuszące jest wpisanie "Siostry Mozarta" w nurt współczesnego kina feministycznego, tyle że w kostiumie. Jednak problem obrazu Féreta polega na jego anachroniczności, zarówno formalnej, jak i treściowej. Nie mówi on absolutnie nic, czego byśmy już o dysproporcji życiowych szans ze względu na płeć nie wiedzieli. Sprowadza całą problematykę do prostego wniosku - w owych czasach lepiej było urodzić się chłopcem niż dziewczynką, co zdaje się udowadniać obecny w filmie epizod crossdressingowy.

Realizacyjnie "Siostra Mozarta" jest bez zarzutu. Na szczególną uwagę zasługują wyborna fotografia i nienaganna kompozycja kadrów. W niektórych scenach film razi jednak inscenizacyjną sztucznością i teatralnym dialogiem. I, co smutne, tak jak w życiu, na ekranie to właśnie Mozart przyciąga silniej - zupełnie różny od tego Formanowskiego, geniusz, a jednak zwyczajny chłopiec, tak samo chętnie sunący palcami po klawiszach, co walący siostrę po głowie podczas radosnego boju na poduszki.

Bartosz Czartoryski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.