Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Historia wesoła, a przez to smutna

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dwóch mężczyzn, kobieta i gadający pies - tylko tyle potrzeba, by stworzyć film oryginalny i lekki, choć traktujący o poważnych sprawach

Tyle wystarczyło Mikeowi Millsowi - reżyserowi i grafikowi, który scenariusz oparł na własnych życiowych doświadczeniach. Hal (Christopher Plummer) w wieku 75 lat, tuż po śmierci żony, ujawnił się jako gej. W cztery lata później, po krótkim, lecz intensywnym okresie uczestnictwa w gejowskim środowisku Los Angeles sam umiera na raka, a jego syn Oliver (Ewan McGregor) próbuje sobie jakoś poradzić z jego odejściem, jednocześnie angażując się w związek z francuską aktorką Anną (Melanie Laurent). Historię poznajemy z perspektywy Olivera, którego pamięć błądzi między wspomnieniami dzieciństwa, okresem coming outu i choroby ojca oraz czasem żałoby, podczas którego wiąże się z Anną.

Gdzie w tym miejsce dla mówiącego psa? Artur, mądry terier rasy jack russel, pointuje akcję poetyckimi bon motami, które jego pan Oliver odbiera telepatycznie, my zaś widzimy je w postaci napisów. "Powiedz jej, że jeśli nie wydarzy się coś gwałtownego, to wkrótce ogarnie nas mrok" - radzi piesek, czyniąc banalną sytuację podrywu zdarzeniem z pogranicza rzeczywistości, żartu i buddyjskiej medytacji.

Ucieczka przed banałem jest zresztą specjalnością Millsa. To dopiero drugi pełnometrażowy film w dorobku tego filmowca, a już można mówić o oryginalnym stylu, na poziomie zarówno scenariusza, jak i wizualnej narracji. Klimatem i pomysłowością nieco przypomina dzieła Wesa Andersona i Michela Gondryego, choć nie ma tu mowy o kopiowaniu cudzych pomysłów. To kwestia nieuchwytnej atmosfery i odwagi w zabawie filmową materią. Także typ bohatera wydaje się podobny - inteligentni, nieśmiali ludzie o dużej wrażliwości, którzy zapraszają nas do swojego świata.

I chciałoby się to zaproszenie przyjąć, zaprzyjaźnić z nimi. Kto by nie chciał wybrać się z Oliverem i jego kumplami na imprezę, na której jedni przebierają się za indyka, a inni za Freuda? Lub jeździć po mieście nocą i niczym Banksy zdobić ściany graffiti o niebanalnej treści, np. "1985 Bush odnajduje Jezusa" oraz "2003 Britney Spears najczęściej googlowana". Albo po prostu posiedzieć chwilę z Oliverem i Halem w ich pięknym domu, wypełnionym książkami, zdjęciami i polskimi plakatami filmowymi?

Przy całej tej otoczce "indie" oraz dużym ładunku humoru - podekscytowany Hal dzwoni do Olivera z pytaniem, jak się nazywa ta cudowna, głośna klubowa muzyka, i jak przystało na pedantycznego starszego pana notuje odpowiedź: "house" - na pewno nie umknie nam sedno tej opowieści. Aktorskie osobowości wspaniale dobranej i bezsprzecznie utalentowanej obsady pomagają wypełnić intelektualny zarys ciałem i czuciem.

Zarówno rozliczenie z rodzinną przeszłością, jak i dojrzewanie do miłości, które stają się udziałem Olivera, mają moc głębokiego wzruszania. Obędzie się bez łez, bo nie chodzi o wywoływanie tanich emocji, ale o autentyczne przeżycia, które łączą nas wszystkich. W dziedzinie życia wszyscy jesteśmy wiecznymi debiutantami - mówi reżyser.

@RY1@i02/2011/136/i02.2011.136.196.022b.001.jpg@RY2@

DEBIUTANCI | USA 2010 I reżyseria: Mike Mills I dystrybucja: Gutek Film lllll

Katarzyna Nowakowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.