Same czyste zagrania
Jorgen Leth dowodzi, że w kinie niekoniecznie najlepsze jest to, co znane i popularne
W Polsce Leth był właściwie nieznany. Przynajmniej do czasu, gdy w 2003 roku Lars von Trier zrealizował "Pięć nieczystych zagrań". Za to w ojczyźnie jest reżyserem kultowym, co tym dziwniejsze, że twórczości Letha do mainstreamu nijak się nie da zaliczyć. Od początku realizował awangardowe dokumenty, etiudy, które dziś odesłalibyśmy na półkę z wideo-artem, nielinearne fabuły, w których minimum akcji nieść miało maksimum znaczeń. Poszukiwał estetycznego kodu na opisanie świata, człowieka i siebie samego. Mawiał skromnie, że układa w szeregi obrazy, a porządek układu jest dlań mniej istotny niż pojedynczy obraz.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.