Romantyzm kontra technologia
Nowe imponujące miejsca koncertowe, brak cenzury, większa konkurencja, muzyka sprzedawana bez nośników - przez ostatnie 25 lat doszło do kolosalnej zmiany na naszym rynku muzycznym. Nie wszystko jednak uległo transformacji. Z czego możemy się cieszyć, a co utraciliśmy?
Brak zakładów produkcyjnych zdolnych do wytwarzania nośników, piractwo, wysokie ceny płyt, niedobory papieru na okładki - takie problemy polskiego rynku muzycznego widzieli w połowie lat 80. w tekście o polskiej fonografii dziennikarze "Magazyny Muzycznego MM": nieżyjący już Adam Halber oraz popularyzator country w naszym kraju Korneliusz Pacuda. Na przełomie lat 80. i 90., tuż po wejściu ustawy liberalizującej działalność gospodarczą, pojawiło się kilku nowych wydawców, a na rynku sypnęło kasetami. Jednak wiele problemów sprzed lat pozostało, a niektóre - jak piractwo - wręcz się nawarstwiały. W walce z nielegalnym muzycznym podziemiem pomogła ustawa z 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Wygłodniały polski rynek szybko zaczęła zalewać masa zagranicznej muzyki na płytach CD, ale ta ilość niekoniecznie przekładała się na jakość. Dzisiaj, co prawda, szeroko rozwinięty nielegalny handel płytami znacząco się uszczuplił, ale zastąpiło go piractwo w sieci. Maleje sprzedaż płyt CD, za to triumfalnie powróciły winyle, wciąż wydawane są kasety magnetofonowe. W wielu aspektach rynek muzyczny zatoczył w ciągu ostatnich 25 lat koło, ale w innych nastąpiła diametralna zmiana. Jak wychowaliśmy sobie muzyczny biznes w ciągu ćwierćwiecza wolnej Polski, gdzie zostaliśmy w tyle, a czym możemy się chwalić?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.