As w rękawie
"Przebudzenie mocy" musiałoby się okazać niebywałą katastrofą, żeby zaszkodzić karierze J.J. Abramsa. Na to się jednak nie zanosi
Na długo przed premierą "Przebudzenia mocy" było wiadomo, że nawet jeśli film okaże się arcydziełem, w stronę J.J. Abramsa polecą zarówno płatki róż, jak i kamienie. Wprowadzenie "Gwiezdnych wojen" w XXI wiek to bardzo odpowiedzialne zadanie. Uniwersum stworzone przed niemal czterdziestoma laty przez George’a Lucasa traktowane jest bowiem jako dobro wspólne. Premiera siódmej części gwiezdnej sagi odciśnie na karierze dobiegającego pięćdziesiątki Abramsa niezatarte piętno. Choć ma na koncie niejeden blockbuster, w tym dwie części odświeżonego "Star Treka", od dziś już zawsze będzie pamiętany jako facet, który zwrócił światu "Gwiezdne wojny". Albo je spartolił.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.