Poszerzenie pola walki?
Spektakl "Krzyczcie, Chiny" broni się energią jak z rockowego koncertu oraz wspólnotową kreacją aktorów. Gorzej z odpowiedzą na pytanie, po co wystawiać dziś sztukę radzieckiego futurysty?
Do niedawna tytuł ten umieli rozszyfrować jedynie historycy teatru, przede wszystkim ci specjalizujący się w twórczości Leona Schillera. Słynny inscenizator wystawił utwór Siergieja Tretiakowa najpierw we Lwowie, potem w Łodzi, a wreszcie w Warszawie, czyniąc z tych głośnych spektakli z początku lat 30. poprzedniego wieku główne ogniwo swego "Zeittheater" - teatru współczesnego. Przedstawienie stało się Schillerowskim pomnikiem i mitem, nikt jednak nie chciał po swojemu się z dziełem Tretiakowa zmierzyć. Dość powiedzieć, że widowisko Pawła Łysaka w Teatrze Powszechnym jest powojenną prapremierą "Krzyczcie, Chiny" w Polsce. Przypomnijmy, od spektaklu Schillera w warszawskim Ateneum minęło lat z górą 80.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.