W odwiecznym potrzasku
Philippe’a Garrela, twórcę "Powiewu nocy" i "Zwyczajnych kochanków", uważa się za najbardziej konsekwentnego spadkobiercę Nowej Fali. Niektórzy widzą w nim kontynuatora dzieła Jean-Luca Godarda. W jego najnowszym filmie, zatytułowanym "W cieniu kobiet", znów łatwo odnaleźć inspiracje nowofalowe. Mówi się, że spora w tym zasługa również znakomitego współscenarzysty obrazu, Jean-Claude Carriere’a, który niegdyś pracował z Godardem. Film jest oszczędny w środkach, zrealizowany w ascetycznej czerni i bieli, ma wszechwiedzącego narratora. Gdyby w którymś momencie na ekranie nie pojawił się telefon komórkowy, nie byłoby wiadomo, do jakiej epoki przypisać bohaterów Garrela. Nie zdradzają tego ani moda, ani wystrój wnętrz, ani zachowanie postaci. Te są wszak ponadczasowe i nieporadnie wikłają się w odwieczny trójkąt zależności: żona - mąż - kochanka.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.