Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Magazyn

Zło to dobry interes

30 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 17 minut

Polowanie na Japończyków w Mieście Aniołów, czyli "Perfidia" Jamesa Ellroya, mistrza powieści kryminalnej

Trudno powiedzieć o Jamesie Ellroyu, że jest pisarzem kryminalnym - i to nawet nie dlatego, że sam lubi się porównywać raczej do Fiodora Dostojewskiego. Ellroyowi trudno zarzucić nadmierną skromność, nie chodzi tu jednak o jego dobre samopoczucie, lecz o to, że pod jego piórem (pisze, dodajmy, wyłącznie ręcznie) czarny kryminał, gatunek silnie skonwencjonalizowany, pączkuje w różnych nieoczekiwanych kierunkach.

Być może jeszcze trafniejsze byłoby spostrzeżenie, że Ellroy uprawia kryminał pod włos, wbrew regułom gatunkowym. Z uwagi na niebywały stopień komplikacji fabuł jego książek czytelnik praktycznie nie uczestniczy w rozwiązywaniu detektywistycznej zagadki - pełni raczej rolę przerażonego laika, któremu nagle kazano skoordynować ruch setek pociągów na wielkiej stacji rozrządowej. A kiedy już dochodzi do odkrycia kart, okazuje się, że amerykański pisarz stawia przed odbiorcą znacznie poważniejsze wyzwanie natury moralnej: jak zaakceptować zło. Zło nieukarane. Zło jako pozytywny i niezbędny czynnik postępu. Zło nie traktowane jako kategoria metafizyczna, lecz jako pojęcie z dziedziny p r z e d s i ę b i o r c z o ś c i.

"Prywatne wady tworzą publiczne zyski" - napisał na początku XVIII wieku Bernard de Mandeville, kładąc podstawy pod ideologię liberalizmu. Ellroy dociąga tę tezę do ściany - dostrzega w historii Stanów Zjednoczonych perwersyjne piękno wojny wszystkich ze wszystkimi. Ameryka nigdy nie była niewinna, twierdzi autor "Tajemnic Los Angeles", Ameryka dopuszczała się krwawych rzezi, bratobójstwa i politycznych zdrad, Ameryka wzrosła z rasizmu, przemocy, korupcji, zorganizowanej przestępczości, prostytucji, niewolnictwa i religijnych obsesji, Ameryka byłaby niczym bez swoich złych chłopców i (niekiedy) dziewcząt. To właśnie jest prawdziwy American Dream.

Co ciekawe, biografia samego Ellroya spełnia wiele warunków stawianych mitycznej opowieści o karierze od pucybuta do milionera - urodzony w 1948 roku przyszły pisarz pierwsze trzy dekady swojego życia spędził na równi pochyłej ku zatraceniu. Kiedy miał 10 lat, jego matka, pielęgniarka ze skłonnością do kieliszka i przelotnych romansów, została brutalnie zamordowana; sprawcy nigdy nie wykryto. Nastoletni James wylatywał z kolejnych szkół, dla buntowniczego poklasku podawał się za nazistę, praktykował jako drobny złodziejaszek (wedle własnych wspomnień lubił pod nieobecność właścicieli domów i mieszkań wąchać damską bieliznę), przez jakiś czas był bezdomny, no i, rzecz jasna, ćpał i chlał do upadłego. Niedługo przed trzydziestką postanowił się ustatkować - przystąpił do ruchu AA i rozpoczął pracę w klubie golfowym jako caddy, chłopak od targania kijów za bogatymi ludźmi. Jego debiutancka powieść "Requiem dla Browna" (1981) rozgrywa się właśnie w tym środowisku. Prawdziwy sukces nadszedł jednak dopiero przy książce nr 7 - "Czarnej Dalii" (1987), pierwszej, w której Ellroy otwarcie rozlicza się z demonami własnego dzieciństwa. Pisarstwo jako terapia? Jeśli tak, była to terapia wyjątkowo skuteczna.

Ambicje autora rosły. Po fenomenalnym - dekonstruującym nostalgiczny kicz słodkich lat 50. - Kwartecie Los Angeles, w którego skład wchodzą wspomniana "Czarna Dalia" oraz "Wielkie nic" (1988), "Tajemnice Los Angeles" (1990") oraz "Biała gorączka" (1992), wydał trylogię "Underworld America" ("Amerykański spisek" z 1995 roku, "Sześć tysięcy gotówką" z roku 2000 i "Krew to włóczęga" z roku 2009), w której, przemyślnie miksując fakty i fikcję, przedstawił własne, oryginalne i dość złowieszcze wersje kluczowych dla USA wydarzeń lat 60. i 70.: wojny wietnamskiej, zamachów na braci Kennedych oraz Martina Luthera Kinga, afery Watergate. Świeżo wydana u nas "Perfidia" (oryg. 2014) rozpoczyna kolejny monumentalny cykl, Drugi Kwartet Los Angeles.

Ellroy dorobił się nie tylko marki historycznego rewizjonisty opowiadającego o kotłowaninie wściekłych buldogów pod dywanem - dopracował się też własnego, niepodrabialnego stylu, bazującego na krótkich zdaniach, dynamicznych powtórzeniach i na języku czerpiącym z licznych żargonów epoki powojennej prosperity, języku bezwzględnością i skuteczością nieustępującemu broni palnej. Jest również grono bohaterów, którym autor "Wielkiego nic" pozostaje wierny; poznajemy ich na różnych etapach życia, ich losy bywają oświetlane z rozmaitych stron, ale jedno łączy tę uroczą społeczność - wszyscy są po szyję utytłani w brudach i występku, nawet jeśli kieruje nimi czysta ciekawość.

Wracając do "Perfidii", przywodzi ona na myśl pewną trochę już zapomnianą komedię wojennąStevena Spielberga, zatytułowaną po prostu "1941". Rzecz traktuje o wojennej panice, jaka wybuchła w Los Angeles w grudniu 1941 roku po druzgocącym ataku japońskiego lotnictwa na Pearl Harbor. W Mieście Aniołów spodziewano się, że skośnoocy żołnierze cesarza lada chwila wmaszerują w równym szyku na plażę w Santa Monica - i w filmie Spielberga fanatyczny dowódca łodzi podwodnej, komandor Mitamura (grany przez Toshiro Mifune), wspomagany przez nazistowskiego oficera, istotnie postanawia zaatakować samo serce Ameryki: Hollywood. Problem w tym jedynie, że myli Fabrykę Snów z nadbrzeżnym lunaparkiem.

Ellroy w "Perfidii" nie polemizuje naturalnie z komedią sprzed ponad trzech dekad. Tak się jednak składa, że fabuła jego nowej powieści jest osadzona w tym samym kontekście historycznym. Trzech pracowników departamentu policji LA próbuje wyjaśnić tajemnicę wymordowania całej rodziny japońskich farmerów - nie jest to wygodny moment na tego rodzaju śledztwo w metropolii ogarniętej rasową nienawiścią wobec japońskiej diaspory i histerycznymi poszukiwaniami potencjalnych zdrajców. Tak czy owak, każdy z bohaterów ma przy okazji jakąś osobistą sprawę do załatwienia. Wojna może w tym przeszkodzić, ale może również pomóc.

Bo czym jest wojna? Wojna to ten moment, w którym możesz legalnie nienawidzić i zabijać. Wojna to też cenny towar - zawsze znajdzie się ktoś, kto stanie do licytacji, zainwestuje. Wojna to zatem okazja dla cynicznych inwestorów, ryzykantów i poszukiwaczy przygód. Krótko mówiąc: wojna to ruch w interesie. Prawdziwa szansa.

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600050c.806.jpg@RY2@

FORUM

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600050c.807.jpg@RY2@

Trzy powieści Ellroya na start

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600050c.808.jpg@RY2@

Co łączy dwóch byłych bokserów zatrudnionych w policji Los Angeles? Zagadkowa kobieta, z którą obaj mieszkają. Oraz inna kobieta, zamordowana, poćwiartowana i porzucona na pustej posesji. Brian De Palma nie potrafił porządnie zekranizować tej książki - może dlatego, że jest po prostu za dobra na film.

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600050c.809.jpg@RY2@

Policja jako mafia przejmująca rynek prochów i burdeli? Proszę uprzejmie. U Ellroya ma to siłę antycznej tragedii i epicki rozmach godny Tołstoja. W tym wypadku ekranizacja okazała się znakomita, choć i tak nawet w przybliżeniu nie oddaje fabularnego skomplikowania pierwowzoru.

@RY1@i02/2015/192/i02.2015.192.19600050c.810.jpg@RY2@

"JFK dostał to, na co sobie zasłużył" - powiada Ellroy o zamachu w Dallas i przedstawia prezydenta Kennedyego jako żałosnego seksoholika i nielolajnego głupka. Ale jeszcze ciekawszy w tej powieści jest wszechwładny szef FBI J. Edgar Hoover, gotów przehandlować honor Ameryki w imię walki z czerwonymi.

Piotr Kofta

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.