Doprawdy nie stało się nic
Miło, że warszawski Teatr Ateneum postanowił pochwalić się najmłodszym pokoleniem swoich aktorów. Szkoda, że zrobił to spektaklem tak zbytecznym jak "Nic się nie stało" w reżyserii Barbary Wiśniewskiej
Przez całe lata do teatru na Powiślu chodziło się jeżeli nie na gwiazdy pierwszej wielkości, to na aktorów o ustalonej renomie. Zakochana w nich publiczność wybaczała im bardzo wiele, co czasem skutkowało wybitnymi rolami, a czasem ułatwiało popadanie w ruinę. Dziś także można wybrać się do Ateneum na Agatę Kuleszę, Julię Kijowską, Marcina Dorocińskiego, Piotra Fronczewskiego, Grzegorza Damięckiego, Krzysztofa Tyńca i innych. Dobrze, że dyrektor Andrzej Domalik postanowił przypomnieć widzom, że ma w zespole nie tylko tuzy, ale i młodych zdolnych. Błysnęli nie tak dawno "Niech no tylko zakwitną jabłonie" w inscenizacji Wojciecha Kościelniaka, ale był to spektakl muzyczny, wiec nieco innych wymagał umiejętności. Teraz Emilia Komarnicka, Olga Sarzyńska oraz Mateusz Banasiuk dostali do zagrania coś, co zostało chyba zakwalifikowane jako współczesny dramat psychologiczny, a więc rzecz dla aktorów bardzo wdzięczna. Kłopot w tym, że "Nic się nie stało" Wacława Holewińskiego jedynie taką sztukę udaje. W istocie jest natomiast niczym innym jak wypracowaniem skleconym dokładnie tak, jak któryś z rzędu odcinek "Trudnych spraw" albo "Dlaczego ja?" - popularnych dziś, niestety, telewizyjnych produkcyjniaków.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.