Teatralni vs przebojowi
Artrockowy, glamowy Sparks, święcący tryumfy w latach 70., kontra współczesny indierockowy Franz Ferdinand. Co wyszło z tej współpracy?
Sparks wchodziło wcześniej we współpracę, ale szczerze mówiąc, zawsze wyglądało to tak, że my przygotowywaliśmy numer, a gość pojawiał się w nim na dokładkę. Z Franz Ferdinand było inaczej. To była współpraca fifty-fifty" - powiedział w jednym z wywiadów przy okazji promocji "FFS" Ron Mael ze Sparks. Faktycznie bracia Ron i Russell mają za sobą kilka ciekawych wspólnych projektów z innymi artystami, chociażby z Faith No More i mistrzem disco Giorgio Moroderem. Na rynku Sparks pojawili się na początku lat 70. Kalifornijczycy od razu przykuli uwagę falsetem Russella i specyficznym stylem gry Rona na klawiszach: siedzi przy nich poważny, niemal bez ruchu, ze zmarszczonymi brwiami, co się zresztą, patrząc na występy FFS, do dzisiaj nie zmieniło. Największe przeboje Sparks to "This Town Ain’t Big Enough for Both of Us" i The "Number One Song in Heaven". Na scenie czarowali swoim teatralnym wizerunkiem, a na płytach artrockowymi dźwiękami. Przypisywano im łatki glamrockowców, syntpopowców i new wave. Szkocki Franz Ferdinand był od początku skierowany mocniej w stricte rockową stronę, choć artglamowych wariacji u Aleksa Kapranosa i jego kumpli też nie brakowało. Jak doszło do kolaboracji tych dwóch bandów?
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.