Dziennik Gazeta Prawana logo

W wersji soft

1 lipca 2018

"Dybuk" reklamowany był jako nowe otwarcie warszawskiego Teatru Żydowskiego. Niektórzy spodziewali się, że przedstawienie wstrząśnie sceną nazywaną przez niektórych cepelią. Tak się nie stało. To jeden z najbardziej tradycyjnych, emocjonalnie wychłodzonych spektakli Mai Kleczewskiej

Przyznam, że trudno mi ostatnio nadążyć za teatrem Mai Kleczewskiej. W Bydgoszczy zrealizowała dwa arcydzieła oparte na tekstach Elfriede Jelinek: "Babel" oraz nie tak dawno temu "Podróż zimową". Trzecie podejście do twórczości austriackiej noblistki już się nie udało. "Cieni" nie uratował nawet gościnny udział Katarzyny Nosowskiej. Właśnie to przedstawienie zdradzało, że z teatrem Kleczewskiej dzieje się coś niedobrego. Łatwo było odnaleźć w nim cytaty z samej siebie, niemalże wierne powtórki z dawnych, lepszych inscenizacji. Wrażenie to pogłębiło się wraz z przeróbką "Szczurów" Gerharta Hauptmanna, którą Kleczewska z dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim przygotowali w styczniu w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Tym razem artystka postanowiła przelicytować samą siebie, powrócić do dawnych pomysłów, ale w myśl zasady "szybciej, mocniej, głośniej". Skończyło się na środowiskowych gierkach i dosłownym biciu piany. "Szczury" zawiodły nawet zaprzysięgłych zwolenników scenicznego stylu reżyserki.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.