Tadeusz Konwicki Ostatni polski romantyk
Na świecie jestem przejazdem - mawiał. Godził się ze śmiercią najbliższych przyjaciół, twierdząc, że płaci cenę za zbyt długie życie. W jego twórczości Ziemia majestatycznie kroczy ku przepaści. Przed końcem nie ma ucieczki
Najpierw umarł Gustaw Holoubek, potem Andrzej Łapicki. Ze słynnej trójki pozostał tylko Tadeusz Konwicki, ale zdawało się, że on też gotowy jest już do odejścia. Przemykał jeszcze swoim szlakiem między mieszkaniem na Górskiego, Nowym Światem a siedzibą Czytelnika na Wiejskiej, ale jak mówią ci, co go znali, coraz rzadziej. Zanikał, zapadał się w sobie, kurczył się, malał. Czas najpierw oswojony przez pisarza teraz okazał się nieubłagany, ale on ani myślał protestować. Po śmierci autora "Małej apokalipsy" Magda Umer napisała na portalu społecznościowym, że jego odejście byłoby jeszcze smutniejsze, gdyby on sam tylko o tym nie marzył. Mawiał, że przyjmuje samotność, a jednak wiadomo było, że musi tęsknić za dawnymi czasy. Kiedy brakuje ludzi pamiętających to samo co ty, jest to znak, że trzeba zbierać się do drogi.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.