Drzewa nie dają z liścia
O tym, że w naturze agresja zazwyczaj czemuś służy, ale i tak zawsze jest strategią ryzykowną
Lemingi to przemiłe zwierzątka. Małe, futerkowe, sympatycznie im z oczu patrzy. Aż chce się wziąć na ręce i przytulić. I to mimo fałszywych opowieści dotyczących tego, że lubią zbiorowo, niczym jakaś ludzka sekta, popełniać samobójstwo. Jednak gdy powodzi im się za dobrze i mogą się bez problemu mnożyć, wtedy te gryzonie pokazują mniej przyjemną stronę swojej natury. Tę agresywną. Pomijając, że dochodzi do przemocy pomiędzy samymi lemingami, to mierzące kilkadziesiąt centymetrów zwierzę potrafi ofukać... przejeżdżający traktor, którego koła są setki razy większe od szczerzącego zęby agresora. Zazwyczaj łagodne i do rany przyłóż zwierzątka zamieniają się w bestie. W tym przypadku, podobnie jak to u ludzi bywa, skoro nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Albo szerzej - zasoby. - Duża liczba osobników powoduje, że zasoby środowiska są niewystarczające. Wtedy rozpoczyna się walka o dostęp do nich i wiele grup lemingów w wyniku tych kłótni szuka nowych terytoriów do życia. Korzyścią jest więc dyspersja, czyli poszerzenie zasięgu terytorialnego. Z kolei ta niewielka liczba lemingów, która zostaje na miejscu, przestaje być agresywna, bo znowu ma wystarczająco dużo zasobów - tłumaczy doktor Andrzej Kruszewicz, dyrektor warszawskiego zoo.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.