Dziennik Gazeta Prawana logo

Piszę, więc należę

ESEJ Największe nie musi być najlepsze, czyli o kłopotach anglojęzycznego rynku opowiadań z prestiżem, tożsamością i literacką prawdą

Z pisaniem opowiadań - podobnie jak z pisaniem o opowiadaniach - wiąże się pewien podstawowy problem. To problem natury definicyjnej: nie do końca wiadomo, czym opowiadanie jest. Sprawa nigdy nie była całkiem jasna, ale po epoce postmodernizmu ("post-post, kiedy już przeszła kawalkada i przejeżdża się spychaczem, zgarniając wszystko" - by przywołać żartobliwe słowa Eduarda Mendozy) zrobiła się jeszcze bardziej mętna. Oczywiście, teoria literatury dysponuje poręczną definicją opowiadania - że to krótka forma prozatorska o mniejszym stopniu złożoności niż powieść, że operuje pojedynczym, często anegdotycznym wątkiem, jednym źródłem konfliktu, niewielką liczbą postaci i uproszczonym rysunkiem tła, chętnie pomija fabularną ekspozycję, ogranicza się praktycznie do samej kulminacji i gwałtownie się kończy.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.