Dziennik Gazeta Prawana logo

Powrót do przeszłości

3 lipca 2018

TEATR WSPÓŁCZESNY "Bucharest Calling" imponuje energią młodych wykonawców, choć sztuka rumuńskiego autora Stefana Pecy zdaje się tylko repetycją z niegdyś modnych brutalistów - Marka Ravenhilla i Mariusa von Mayenburga

Dla stałej publiczności firmy z Mokotowskiej przedstawienie Jarosława Tumidajskiego musi być poznawczym szokiem. Przywykła przecież do wystawianej przenikliwie klasyki (w ostatnich latach "Hamlet" i "Niepoprawni" w inscenizacji Macieja Englerta) albo współczesnych sztuk dobrze skrojonych w rodzaju "Napisu" i "Tańca albatrosa" Geralda Sibleyrasa, o sprawnie granych farsach nie wspominając. Miałem swojego czasu trochę pretensji do Englerta o dobór repertuaru, choć rozumiałem, że szef Współczesnego idzie za głosem jego widowni, grając utwory w dobrze znanej, od lat oswojonej konwencji. Taki profil repertuaru sprawia, że spektakle przy Mokotowskiej zwykle nie schodzą z afisza, gdy nie zostaną zagrane, powiedzmy, dwieście razy, cały czas gromadząc liczną widownię.

Pozostało 91% treści
Nie pozwól, by umknęło Ci to, co najważniejsze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.

Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.