Magia w blasku czerwonego dywanu
CANNES - Czy 34 lata to dużo? - pyta głównego bohatera "It’s Only the End of the World" matka. I jest to jedno z najlepiej postawionych na tegorocznym festiwalu pytań
Pada ono w filmie Xaviera Dolana, najmłodszego spośród twórców, których dzieła znalazły się w konkursie głównym imprezy. Bohaterem jest Louis (Gaspard Ulliel), który po miesiącach nieobecności wraca do rodzinnego domu. Wraca, żeby się pożegnać. Nie dowiemy się dlaczego. Do głowy przychodzi śmiertelna choroba albo planowane samobójstwo. Od wrażliwości i lęków widza zależy, z czym sobie nadchodzący koniec skojarzy. Tak jak od wrażliwości i lęków reżysera zależy, czym taki film wypełni. "It’s Only the End of the World" wypełnia to, z czego składały się dotychczasowe dzieła Kanadyjczyka. A więc: nadekspresyjność, teatralność, przeestetyzowanie i popowe piosenki. Ale Dolan nie serwuje nam powtórki z rozrywki. Ze stałych elementów układa zupełnie nową układankę, w której padają pytania o odchodzenie. Jeśli w "Tomie" bohaterowie mierzyli się z przepracowaniem traumy po utracie bliskiej osoby, tak tutaj bezskutecznie na utratę siebie próbują się przygotować. A może już dawno odsunęli się od siebie tak bardzo, że właściwie niczego już razem nie tworzą? Możliwe. Pewne jest tylko to, że to film złożony z niewygodnych pytań i kapitalnych scenek. Tym razem do historii przejdzie ta z wyfruwającym z wybijającej pełną godzinę kukułki ptakiem.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.